środa, 10 lipca 2013

Rozdział 26 - Przeciwne strony.


            - Co ty robisz?! – warknęłam, kiedy już uwolniłam się od nachalnych ust Johna. Niestety mój głos zabrzmiał bardziej płaczliwie niż groźnie.

            - Ania, nie zaczynaj od nowa. – Odsunął się nieznacznie, z kieszeni dżinsów wyciągając paczkę papierosów. Szybko odpalił jednego z nich, a ja założyłam ręce na piersi i obserwowałam ulatujący  w górę dym. Potarłam dłońmi o ramiona, zauważając jak chłodne stało się nocne powietrze. Mimo tej całej adrenaliny, poczułam, że moje palce kostnieją.

            - Muszę zadzwonić – mruknęłam, z roztargnieniem odgarniając z twarzy moje splątane, długie włosy. Czym prędzej opuściłam Johna. Odeszłam od niego na kilka kroków, obserwując fotoreporterów, krzątających się w pobliżu bocznych drzwi. Szybko wybrałam odpowiedni numer. Przyłożyłam telefon do ucha, czekając aż odbierze. Nie rozumiem, dlaczego zostawił mnie tutaj samą! Jak mógł?!

            - Ej, ej… idziesz ze mną. – Nim zdążyłam się choćby obrócić, John wyrwał telefon z mojej dłoni.

            - Oddaj mi ten telefon – wykrzyknęłam. Kiedy mnie zignorował, z bezradności, uderzyłam się ręką w głowę.– Z tobą jak z dzieckiem. Nie rozumiesz, że muszę zadzwonić?

            Moja cierpliwość stopniowo się kończyła. Miałam dość tego, że John mną pomiata, rządzi i kieruje moimi czynami. Teraz liczyło się tylko to, żeby zadzwonić do Zayna. Czułam niepokój gromadzący się w moim sercu. Zalegał tam, jak niewidzialna, zimna powłoka, która utrudniała mi oddychanie. Z drugiej strony ciągle była we mnie nadzieja, że Zayn nie wyciągnie pochopnych wniosków. Nie powinien tego robić, w końcu wie, że dla mnie liczy się tylko on. Jednak nie jestem w stanie przewidzieć tego, co zrobi w nerwach. Trzęsące się dłonie, zacisnęłam w pięści, nie chcąc pokazać jak bardzo jestem zdenerwowana i spanikowana.

            - Nie będziesz teraz nigdzie dzwoniła, a teraz chodź. – Złapał mnie za rękę i pociągnął gwałtownie. Co on do cholery jasnej robi? On chyba chciał mnie naprawdę zabić. Każdy wie, że tak szybki chód w tych wysokich butach może spowodować niejeden wypadek.

            - John, nigdzie nie idę. – W końcu, po wielu próbach, wyrwałam swoją rękę z jego uścisku i zatrzymałam się w miejscu, zakładając ręce na piersi.

            - Idziesz albo zarzucę cię na ramię i nie będziesz miała wyjścia. – Popatrzyłam na niego ze złością w oczach. Czułam tylko gniew, zapomniałam o tym, co nas kiedyś łączyło, zapomniałam o tym, jak się zmienił i że Zayn prawdopodobnie widział nas razem. Skupiłam się tylko na tym, że on mi rozkazuje! Nie, nie, nie. Nie ze mną takie numery!

            - Mów, czego chcesz. Nie mam czasu.

            Zaprowadził mnie do swojego, dobrze znanego mi już samochodu. Otworzył przednie drzwi, czekając aż wsiądę do środka. Tupiąc nerwowo stopą, przez chwilę stawiałam niemy opór, lecz widząc jego nieznoszącą sprzeciwu minę, uległam, zastanawiając się, czy faktycznie użyłby siły. Chyba gdzieś we mnie odezwał się skrywany tchórz, bo nie chciałam tego sprawdzać na własnej skórze. Szybko wgramoliłam się na siedzenie, poprawiając się na nim wygodnie. Gdy zjawił się po mojej lewej stronie, zerknął na mnie ukradkiem i odpalił silnik.

            - Dokąd jedziemy? – spytałam, jednak ten nie raczył odpowiedzieć. Znów przybrałam obrażoną pozę. Niech sobie nie myśli, że ma ze mną lekko! Ciągle chciałam zadzwonić do Zayna. Strasznie martwiło mnie to, co się stało, nurtowało mnie jego zachowanie. O co tak właściwie chodziło? I o co chodziło Markowi w związku z tymi zdjęciami? Przecież ja ostatnio nie miałam żadnych dobrych zdjęć, przynajmniej tak mi się wydawało. A jeśli były jakieś dobre, to miło o tym słyszeć. To choć jeden plus tej całej sytuacji!

            Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę. Dopiero, gdy wjechaliśmy na ciasne podwórko, zorientowałam się, że jesteśmy pod kamienicą Johna i zmroziło mi krew. Nie miałam pojęcia, co planował, wiedziałam jedynie że żaden z jego planów nie będzie dla mnie korzystny.

            - O nie… Nie pójdę do ciebie.

            - Ania, mi naprawdę nie chce się ciebie nosić. Zrób mi tę przysługę i rusz swój zgrabny tyłek.

            Popatrzyłam na niego oburzona. Co to miało być? Zabiera mnie do siebie i jeszcze pod groźbą, że użyje siły, każe mi wchodzić na górę? To jakiś żart. Zerknęłam przelotnie na jego sylwetkę, kierującą się do drzwi pasażera. Uważnie prześledziłam linię jego ramion i posturę ciała, zastanawiając się, czy dałabym radę stawić mu czoła, gdyby faktycznie zechciał użyć siły. Chwila! Przecież tak czy siak w końcu muszę wysiąść z tego samochodu. Zauważywszy też wszystkie fakty, posłusznie wydostałam się na zewnątrz, gdy tylko otworzył drzwi. Popatrzyłam uważnie na jego twarz, ignorując intensywne spojrzenie piwnych oczu. Mogłabym zrzucić szpilki i na boso uciekać przez podwórko. Ciekawe jak daleko dobiegłabym, zanim moja stopa trafiłaby na ostry przedmiot lub kamień, a John dopadłby do mnie, zdenerwowany, że zaczęłam biec. Wzdrygnęłam się lekko, myśląc o tej całej scenie. Stchórzyłam! No ale przecież… pomimo nikczemnego planu, który na pewno ma w zanadrzu, John nie zrobi mi nic złego. Wejdę, wysłucham go i pożegnam raz na zawsze.

            - Dobrze, ale wchodzę tam na dziesięć minut i wychodzę.

            Ruszyłam do przodu, stąpając po starych wąskich i wysokich stopniach. Szybko dotarłam do drzwi jego mieszkania, ponieważ dobrze wiedziałam, dokąd się kierować. Stanęłam po ich prawej stronie i oparłam się o zimną ścianę. John przesuną się obok mnie, do zamka wsuwając pojedynczy klucz. Szybko otworzył przede mną drzwi i zaprosił do środka, po czym cierpliwie poczekał aż wejdę i zamknął je z głuchym trzaskiem za nami.

            Udałam się w głąb skąpanego w ciemności pomieszczenia. Przesunęłam opuszkami palców po kanapie znajdującej się w salonie, wyczuwając gładkość materiału. Nagle poczułam delikatne palce mężczyzny na swoich biodrach. Wzdrygnęłam się natychmiastowo i wyprostowałam jak struna, wzmagając czujność. Złapałam jego ręce w dłonie i zsunęłam z moich bioder. Nie chciałam mieć z nim żadnego kontaktu!

            - John, wiesz, że jak się wkurzę, to nie wyjdziesz z tego cało? – upewniłam się, zerkając na niego przez ramię. Uśmiechał się drwiąco, tak jak potrafi tylko on. Odwróciłam od niego twarz, aby nie odczytał z niej niepewności, która natrętnie dzwoniła w moich uszach.

            - Oddasz mi tą komórkę? Muszę zadzwonić.

            - Ania, chcę żebyś do mnie wróciła!

            Spojrzałam na niego zaskoczona i zbita z tropu. Moja mina musiała wyrażać, wszystkie uczucia, które w tej chwili walczyły w mojej głowie. Było to pewnego rodzaju rozbawienie, wywołane sposobem, w jaki to powiedział, a także jego naiwnością, że coś między nami nadal jest możliwe. Z drugiej strony towarzyszyło mi zwątpienie. Nie byłam pewna, czy to tylko gra, czy faktycznie wierzy w naszą utracona miłość. Do tego wszystkiego mogłam dołożyć rozzłoszczenie jego zachowaniem i bezczelnością, którą zaprezentował, traktując mnie w ten, a nie inny sposób. Najpierw mnie pocałował, później wręcz rozkazał udać się z nim, a na końcu przywiózł mnie do swojego mieszkania i mówi mi takie rzeczy. Naprawdę nie wiedziałam, któremu z tych uczuć, powinnam dać szanse uzewnętrznienia się. Nim zdążyłam ugryźć się w język, wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu:

            - Woda sodowa ci do głowy uderzyła? A może nie jesteś trzeźwy?

            - Nie wygłupiaj się. Wiesz przecież, że te inne dziewczyny to był błąd.

            - Masz mnie za idiotkę?

            Prawda jest taka, że jeszcze jakiś czas temu gotowa byłabym na wiele, żeby tylko ratować szczątki naszego związku. Byłam głupia, niepewna siebie i potrzebowałam go. Teraz na szczęście choć odrobinę zmądrzałam. Sama nie wiem, jak mogłam być tak zaślepiona i naiwna!

            - Ania…

            Podszedł do mnie bliżej, swoimi dłońmi otulając moją twarz.

            - Nie dotykaj mnie! – Wyrwałam się z jego objęcia i gwałtownie go wyminęłam, zanim zdążył złapać moją rękę. Szybko chwyciłam komórkę leżącą na stole i przeszłam do wyjścia.

            - Daj mi wreszcie spokój – warknęłam i trzasnęłam drzwiami tak, że aż się ściany zatrzęsły.

            W miarę możliwości szybko zbiegłam po schodach. Zapomniałam już o bolących mnie nogach, uwięzionych w wysokich butach. Teraz liczyło się tylko to, żeby być daleko stąd. Szybkim krokiem ruszyłam ulicami Londynu, chcąc jak najszybciej dotrzeć do swojego mieszkanka i tam zrozumieć, co się dzisiaj wydarzyło. Zerknęłam na swoją komórkę i wybrałam numer Zayna. Przyłożyłam ją do ucha, oczekując, że wreszcie odbierze, nikt się jednak nie zgłosił. Co jest grane?! Pomyślałam o Harrym. Harry, to będzie moje zbawienie. Szybko wybrałam jego numer i ku mojemu zdziwieniu szybko się do mnie zgłosił.

            - Harry! – ucieszyłam się.

            - Ania! – przedrzeźniał mnie, a ja od razu wyczułam w tym jednym słowie stan upojenia alkoholowego.

            - Nie chciałam wam przeszkadzać w imprezowaniu, ale coś się stało z Zaynem. To znaczy…

            - Jak to?! Co mu jest?!

            - Matko, Harry. Nie panikuj – uspokoiłam go szybko. – Daj mi powiedzieć…

            - Mów – władczy ton głosu Stylesa aż mnie zatkał.

            - Kiedy wychodziliśmy z klubu, było pełno paparazzi. Widziałam tam Marka, mówił coś o moich zdjęciach, nie wiem, o co mu właściwie chodziło. Ale mniejsza z tym! Chwilę później pojawił się John, który wyciągnął mnie z tłumu i pocałował. Nie chciałam tego, ale on mnie pocałował i… Zayn to chyba widział. Teraz nie odbiera moich telefonów. Harry, nie wiem, co robić! – zakończyłam, robiąc głęboki wdech. – Harry…

            - Spokojnie, zaraz do ciebie przyjadę. Musimy poważnie porozmawiać – usłyszałam w odpowiedzi, a przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz.

            - Harry, ja nie chciałam, żeby tak to się potoczyło.

            - Wiem, zaraz będę.

            Tyle usłyszałam. Spojrzałam na ekranik telefonu, widząc, że nastąpił koniec połączenia. Zacisnęłam chwilowo mocniej oczy, nie chcą uronić ani jednej łzy. Jesteś silna, nie pamiętasz, Ann?



                                                                   *



            W jednej sekundzie wytrzeźwiał. Odwrócił się w stronę stolika, przy którym siedzieli jego przyjaciele i Kate. Nie miał nawet szansy z nią porozmawiać, cały wieczór się do tego zbierał, a ta jak na przekór ciągle była trzeźwa i świadoma tego co się dzieje. Ciągle miał nadzieję, że porozmawia z nią, gdy obojgu będzie dopisywał lepszy humor. Ten moment jednak nie nadszedł, a on musiał jechać do Ani. Musiał z nią poważnie porozmawiać, bo wiedział już, że Zayn tak szybko jej nie odpuści. Wzdychając ciężko podszedł do zebranych osób.

            - Niestety ale muszę już jechać, to nagły wypadek. Bawcie się dobrze. – I zanim zdążył uchwycić pytające spojrzenie Kate, odwrócił się na pięcie. Mimo, że w jego głowie nadal jeszcze szumiało, czuł się całkowicie świadomy tego, co się dzieje. Odszedł kilka kroków, gdy poczuł jej dłoń na barku.

            - Miałam nadzieję, że porozmawiamy – zaczepiła go nieco pretensjonalnym tonem, jednak wyraz jej twarzy nie wyrażał złości. Może jedynie odrobinę zmieszania, jakby nie wiedziała, co ze sobą zrobić.

            - Ja też, ale teraz muszę jechać – wyjaśnił, nie chcąc zagłębiać się w szczegóły, dotyczące Ani i Zayna.

            - Słuchaj Harry, to nie zajmie długo.– Kate przerwała, aby zaczerpnąć głęboko powietrza. – Jesteś świetnym chłopakiem, jednak mam nadzieję, że takie zachowanie więcej się nie powtórzy. –Spojrzała sugestywnie na Loczka. – Kocham swojego chłopaka, a my możemy być przyjaciółmi. Uwierz mi, wiem, jak to głupio brzmi, po tym co się wydarzyło, jednak ja mówię to szczerze i z całą pewnością, że to może wypalić, jeśli tylko się postarasz. Przyjaciele to uczciwy układ.

            Gdy skończyła swoją krótką przemowę, o której myślała już od dłuższego czasu, poczuła przejmującą niezręczność. Ona nic do niego nie czuła, ale co jeśli on faktycznie się w niej zakochał? Miała nadzieję, że to tylko złudzenie, zauroczenie, które nie ma większego sensu, nie mogła być jednak pewna jego uczuć i co mu tak właściwie chodzi po głowie.

            - Cieszę się, że jesteś szczera. To co zrobiłem było zupełnie nieprzemyślanym ruchem. Przyjaciele to uczciwy układ – powiedział w końcu, choć do samego końca paliła się w nim wątpliwość w te słowa. Wtedy gdy ją pocałował nie poczuł niczego szczególnego. Owszem, to był szok, że tak szybko się na to odważył, lecz dzięki temu tylko przekonał się, że nie ma u niej czego szukać. W takim razie przyjacielski układ to najwięcej na co ją było stać. Chciał brać to, co mógł, mimo iż poczuł w sobie dziwną, nieokreśloną pustkę. Znowu.



                                                                         *



            Ulokowana na mojej kochanej, miękkiej i przyjacielskiej kanapie, zwinęłam się w kłębek, rękoma oplatając nogi. Nie wiedziałam, co jest grane i nie chciałam na razie wpędzać siebie samej w panikę. Zayn nie odbierał moich telefonów, ale musiał to być tylko przypadek. Chyba zdawał sobie sprawę, że spotkanie Johna to było niechciane zdarzenie i wcale się o nie nie prosiłam. Rozmawiałam z nim już o tym wcześniej i wyjaśniłam mu już wszystko, więc nie mógł mnie o nic obwiniać! Miałam nadzieję, że chociaż Harry wytłumaczy to wszystko w jakiś sensowny sposób. W końcu chyba wiedział, co się stało z jego przyjacielem, że tak po prostu mnie zostawił…? Czułam mieszaninę strachu i wściekłości. Gdyby wrócił po mnie, na pewno nic złego by się nie wydarzyło, a John nie przyssałby się do moich ust. Przecież tak szybko go odepchnęłam! Jednak nie. On odjechał tym swoim czarnym samochodem, razem z całą swoją wielką ochroną.

            Czułam jak coś ssie mnie w żołądku, nie pozwalając się odprężyć, to chyba głód. Moje ciało było ciągle napięte, jakby gotowe na kolejne stracie z Johnem lub moimi kolegami po fachu. Przejechałam dłonią po brzuchu i zacisnęłam pięść, obserwując swoją dłoń. Po chwili znów sięgnęłam po komórkę. Zero odpowiedzi. Nie odzywał się, nie dzwonił, nawet nie napisał smsa. Skutecznie ignorował moje telefony. A może coś mu się stało?! Może miał wypadek? Nie, chyba wiedziałabym już o tym. Westchnęłam głęboko, trąc dłońmi zmęczone oczy. Kiedy tylko do moich uszów doleciał dźwięk dzwonka do drzwi, podskoczyłam jak oparzona. W biegu udałam się w tamtym kierunku, przeskakując napotkane na swojej drodze rzeczy. Z rozmachem otworzyłam drzwi. Moja mina odrobinę zrzedła, kiedy zobaczyłam, że to tylko Harry. Miałam nadzieję, że przyprowadzi ze sobą Zayna.

            - Wejdź. – Odsunęłam się z przejścia, wlepiając w niego swoje szeroko otwarte oczy. – Powiedz mi lepiej, gdzie on się podziewa?! Ja tu odchodzę od zmysłów, zastanawiając się, co się dzieje!

            - Najpierw powiedz mi, czy to ty załatwiłaś te zdjęcia?

            Kiedy nadal był w przedpokoju, popatrzył na mnie przeszywającym wzrokiem. Zerknęłam na niego całkowicie zbita z tropu. Uniosłam jedną brew i potarłam się dłonią po skroni. Szybko skojarzyłam pewne fakty.

            - Chodzi ci o te same zdjęcia, o których wspominał Mark?

            Kiwnął krótko głową, a ja podparłam ręce na biodrach.

            - To może mi wreszcie wyjaśnisz, o jakich zdjęciach mówicie?! – wrzasnęłam, zdziwiona, że potrafię aż tak wybuchnąć. Chyba nagromadziła się we mnie negatywna energia, która teraz wypływała na powierzchnię. – Mam tego dosyć – warknęłam, przechodząc do pokoju gościnnego. Czułam, że Harry po cichu podąża za mną, jakby bał się, że za chwilę zdenerwuję się jeszcze bardziej.

            - Chodzi o te zdjęcia – mruknął, a ja odwróciłam się gwałtownie w jego stronę. Harry popatrzył na mnie smutnym i jednocześnie poważnym wzrokiem. Jego oczy mówiły mi, że nie jest dobrze. Zerknęłam na gazetę, którą trzymał w dłoni, po czym wyrwałam ją gwałtownie. Mój wzrok padł na owe zdjęcia, które tak bardzo zawracały mi ostatnio głowę. Szybko zauważyłam podpis. Małe, jasne i pochyłe literki szybko wyjaśniły mi wszystko. Przełknęłam głośno ślinę, starając się nie otworzyć szeroko buzi. Jak to się stało?! Przecież to niemożliwe! Nigdy nie miałam tych zdjęć w dłoni. Ale zaraz…

            - To wy jak byliście mali! Zayn pokazywał mi kiedyś te zdjęcia. – Zerknęłam na niego wystraszonym wzrokiem. – No ale chyba nie myślicie, że to ja? Przecież to absurd.

            - Ania, przecież widzę, że to nie ty – przerwał mi Harry, a ja urwałam z półotwartą buzią.

            - A ty teraz tak nagle mi ufasz? – Zerknęłam na niego podejrzliwie. Czy to nie wydaje się dziwne? Moje zdjęcia lądują w gazecie, a Harry mi ufa. Apokalipsa!

            - Uważaj, bo jeszcze zmienię swoje nastawienie. – Trącił mnie lekko i usiadł na kanapie. Zerknęłam na niego krótko, dostrzegając, że rozgościł się, jakby był tutaj niepierwszy, ale setny raz.

            - Myślisz, że Zayn uważa, że to ja…ja dałam te zdjęcia?

            - Ania, Zayn stoi za tobą murem, a właściwie stał. Musisz spróbować go zrozumieć. Najpierw pojawiły się te zdjęcia. Nawet nic ci o nich nie mówił, bo wiedział, że to nie ty. Nagle jednak pojawia się osoba, która chwali cię, za świetny materiał. Mark był pewien, że za zdjęcia otrzymałabyś kupę kasy. Po chwili zjawia się twój były i całuje cię. To wygląda co najmniej na jakąś teorię spiskową, w której ty masz najważniejszą rolę. Uwodzisz, wykorzystujesz i wracasz do byłego.

            - Ale jak…

            - Nie wiem. Nie mogę mieć nawet pewności, że jesteś czysta. – Wyszczerzył się w moją stronę, jego oczy jednak były smutne. Ten wzrok mówił mi, że albo coś się stało, albo tak bardzo przejmuje się związkiem moim i Zayna.

            - Nie śmiej się… – mruknęłam, przymykając piekące oczy.

            Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Czułam, jak bardzo moje niespokojne serce chce wyrwać się z klatki piersiowej i udać się do Zayna. Tak bardzo chciałam, żeby mnie teraz przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Moje zdenerwowanie skumulowało się na tyle, że już nie byłam w stanie powstrzymywać bezsilności. To było zbyt dużo jak dla mnie. Nigdy nie radziłam sobie zbyt dobrze z nawałem problemów, a teraz miałam wrażenie, że wszystko się skumulowało –Zayn, John, a nawet moja nieudolna kariera paparazzo. Przez cały wieczór i tą noc, czułam się jakbym wpadła do wirówki, w której nie mogę odnaleźć swoich uczuć i nie mogę powiązać ze sobą faktów. Wszystko zbyt szybko wirowało i naprawdę miałam nadzieję, że kolejny dzień okaże się rozwiązaniem części z tych spraw.  Samotna łza potoczyła się po moim policzku. Szybko zgarnęłam ją wierzchnią stroną dłoni, nie chcąc, żeby Harry cokolwiek zauważył. Otworzyłam oczy, przez firankę długich rzęs zerkając na Stylesa.

            - Ania, przepraszam – szepnął, a ja spojrzałam na niego zaszokowana. Nie powinnam była się mazgaić. – To przeze mnie on myśli, że naprawdę go oszukałaś. To ja ciągle podsycałem w nim niepewność, mówiłem, że wpadł jak śliwka w kompot i nawet się nie zorientuje, a go zostawisz. Nie chciałem, żeby tak wyszło, przepraszam. Chciałem tylko jego dobra. Dobrze wiesz, jak druga osoba może wpłynąć na człowieka.

            Pomyślałam o Johniei pokiwałam twierdząco głową.

            - Rozumiem to, Harry. Dziękuję, że jesteś. Nigdy nie spodziewałam się, że w takiej sytuacji to będziesz ty.

            Oparłam się o oparcie kanapy i spojrzałam na niego, uśmiechając się lekko. Kto wie? Być może to będzie początek pewnej nici porozumienia między nami? A może nawet przyjaźni? Byłoby to co najmniej dziwne, ale takie rzeczy się zdarzają, jeśli tylko ludzie wyjaśnią sobie wszystko, co się między nimi stało.

            - Pogadam z nim – zobowiązał się, patrząc na mnie ze szczerym wyrazem twarzy.

            - I to szybko, bo jak się do mnie nie odzewie, to i tak będzie musiał mnie znosić. – Uśmiechnęłam się. Nie zamierzałam pozwolić mu się ignorować. Jak może mi to robić?! Jak może mi nie ufać?! Wydawało mi się, że stoimy za sobą murem.



                                                            *



            Słysząc ćwierkające wkoło ptaki, zastanowiłam się przez chwilę, gdzie ja tak właściwie jestem? No tak, otworzyłam jedno oko, nadal jestem w Londynie, wcale nie znalazłam się na polu lub w lesie. Przewróciłam się na drugi bok, zastanawiając się, gdzie jest teraz Zayn. Musiałam z nim porozmawiać i to koniecznie. Moje serce zabiło mocniej, gdy swoje myśli skierowałam na ten tor. Z jednej strony tak bardzo bałam się tego, co mogę od niego usłyszeć. Z drugiej strony wiedziałam, że mogę mu wszystko wyjaśnić. Kochałam go i nie mogłam tego wszystkiego tak nagle zaprzepaścić.

            Po pierwsze musiałam wyjaśnić sprawę związaną z tymi zdjęciami. Moim drugim zadaniem było dostanie się do Zayna. Jakoś to zrobię, spokojnie. W końcu ochrona zdążyła mnie już poznać i chyba wpuszczą mnie do mojego chłopaka? A poza tym, należałoby jeszcze spotkać się z Johnem i wyjaśnić całą zaistniałą sytuację. Zastanawiało mnie tylko, czy warto to robić? Bałam się, że znów coś spartolę. Może lepiej tak na wszelki wypadek trzymać się od niego z daleka? Przecież to przed tym zawsze mnie przestrzegano. Każdy zawsze mówił, że nie powinnam się z nim spotykać, bo ma na mnie zły wpływ. Nigdy nie rozumiałam dlaczego, aż wreszcie zobaczyłam ten fałsz w jego oczach. Zauważyłam też, że jego obecność w moim życiu nie przynosi mi nicdobrego. Ciągle się coś dzieje, a ja nie potrafię uwolnić się z tego ciągu przyczyn i skutków. Miałam nadzieję, że to Zayn mi w tym pomoże…

            Wstałam z łóżka. Zerknęłam na nasze wspólne zdjęcie, które umieściłam w centralnym punkcie pokoju. Tak bardzo się bałam. Martwiłam się o nas i nie wiedziałam, co dalej zrobić. Wplotłam palce pomiędzy włosy i oparłam łokcie o kolana. Zacisnęłam mocniej wargi i przymknęłam jeszcze zaspane oczy. Czas coś zrobić. Zamierzałam walczyć o nas. Nie wiedziałam, czy ten związek ma przyszłość. Dwie osoby z różnych, przeciwnych sobie światów. To jak kopciuszek i książę. Gorzej! Jak Tom i Jerry! Byliśmy przeciwnymi stronami jednej monety, jednak to te dwie strony składały się na całość i bez siebie nie mogły istnieć. Chciałam spróbować i dać temu szansę. Czułam całą sobą, że po prostu tego potrzebuję. Musiałam jeszcze raz spojrzeć w jego magiczne oczy i poczuć dotyk ust na moich. To on sprawiał, że czas zwalniał, a wszystko inne przestawało się liczyć.

            Wyprostowałam się gwałtownie. Jeśli będzie trzeba, to byłam gotowa, żeby zmierzyć się z murem dookoła jego domu. W końcu to ja tu jestem paparazzo. Jestem osobą, która spędza życie na gonitwach, mających na celu zdobycie trudno dostępnego zdjęcia. Kto jak kto, ale ja poradzę sobie z tym zadaniem lepiej niż ktokolwiek inny! Po chwili jednak jęknęłam w myślach. Czy to naprawdę jest to, co chcę robić w życiu? Kocham dźwięk migawki. Kocham to i to mnie przerażało. Miałam mieszane uczucia dotyczące mojej pracy. Chciałam być paparazzo z pazurem, chciałam być dobra w tym, co robię. Nie zawsze jednak to do czego dążymy, spełnia się. Być może nie był to jeszcze mój czas. Być może wszystko jeszcze przede mną, ponieważ w tym momencie jest jedna cena, jaką za to płacę – szczęście. Byłam pewna, że kiedyś jeszcze uda mi się to, co sobie zaplanowałam, na wszystko jednak nadchodzi odpowiedni moment.

            Kilkadziesiąt minut później już znajdowałam się przed wspomnianym przeze mnie murem. Zerknęłam w górę na wysoką bramę i ze świstem wypuściłam powietrze. To mogłoby być trudne zadanie. Nie chciałam dzwonić do Zayna, bo tak czy siak nie odbierał. Musiałam znaleźć inny sposób, by z nim porozmawiać. Jednak… zamiast wdrapywać się na sam szczyt tego masywnego muru, zamierzałam najpierw spróbować szczęścia. Gdy mój palec wylądował na pobliskim dzwonku, wytężyłam słuch. Usłyszałam krótki sygnał, obwieszczający, iż dodzwoniłam się do owej twierdzy i przez chwilę przestałam oddychać. Naprawdę się denerwowałam. Czułam się tutaj znów obca.

            - Tak?

            Moje serce zabiło gwałtownie, kiedy usłyszałam jego ostry, niezadowolony głos. Moje dłonie zaczęły się trząść, nie sądziłam, że usłyszę go tak szybko. Opanowując rozdygotane ciało, wzięłam głęboki oddech.

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 25 - Miłość jest silniejsza niż rozum.

            Dawno już nie mógł pozwolić sobie natakie lenistwo, lecz kiedy tylko miał taką szansę, korzystał. Dzisiejszego dnia obudził się wyjątkowo późno. Przez jego myśli od razu przepłynęły obrazy dotyczące pracy. Zaraz potem uświadomił sobie, że ma chwilową przerwę od nagrywania płyty, a aktualnie wokół ich zespołu nie dzieje się nic ciekawego. Taka sytuacja bardzo przypadła mu do gustu i sprawiała, że miał więcej czasu, by spędzić go wraz z Anią.

            W ostatnich dniach Zayn czuł przytłaczającą niezręczność w obecności menadżera. Wszystko spowodowane było tym, iż opiekun zespołu dowiedział się, kim z zawodu jest panna Metz i nie był tym faktem zachwycony. Mimo to, Zayn starał się zachowywać naturalnie i przytomnie. Tak, aby nikt nie musiał zwracać mu uwagi, że ponownie chodzi z głową w chmurach. Ciężko jednak było skupić myśli, gdy dziewczyna usilnie odciągała jego uwagę.

            Usiadł na łóżku, odgarniając cieniutkie przykrycie. Swoje bose stopy postawił na posadce i przeciągnął się, ziewając jednocześnie. Mruknął z niezadowoleniem, kiedy tylko zerknął na komórkę. Przespał aż trzynaście godzin?! Było mu to potrzebne! Podniósł się powoli, naciągając na siebie białą, gładką koszulkę, która leżała w kącie pokoju. Włosy odgarnął do tyłu, porządkując trochę ich ułożenie. Długimi palcami, przeciągnął po zamkniętych powiekach, mając nadzieję, że ten zabieg pozwoli mu się przebudzić i wreszcie rozpocząć dzień.

            Gdy tylko wszedł do kuchni, zastał w niej kompletnie ubranego Harryego. Siedział na krześle, a jego łokcie opierały się na szklanym blacie stołu. Zielone oczy chwilowo błądziły po gazecie, która leżała tuż obok niego.

            - Trochę późno już – oznajmił Zayn, stojąc w progu kuchni. Harry podniósł głowę i spojrzał na swojego przyjaciela, który dopiero co wstał z łóżka. Świadczył o tym jego strój, jak i nieobecny, zaspany wyraz twarzy.

            - Nie da się ukryć. Ubierz się, musisz coś zobaczyć.

            - Co? – Zayn ziewnął przeciągle, zasłaniając usta otwartą dłonią.

            - Idź się obudź, bo i tak teraz nie kontaktujesz – westchnął Harry, a kiedy mulat zniknął za rogiem, zerknął jeszcze raz przelotnie na gazetę.

            Dzisiaj rano przywiózł ją dla nich jeden z ochroniarzy. Jego współczujący i niepewny wyraz twarzy od razu zaalarmował Harryego. Gdy tylko sięgnął po plik papieru, mężczyzna uśmiechnął się lekko, jakby na pocieszenie. Chwilę potem wręczył mu magazyn i bez słowa odjechał. Kto by pomyślał, że aż tak przejmował się ich losem i poważnie traktował swoją rolę ochroniarza? Wracając do gazety. Harry nie musiał wcale jej otwierać, by wiedzieć, że coś się w niej pojawiło, a jakiś jaszczur znów coś wywąchał. Na odległość śmierdziało mu to związkiem Ani i Zayna, dlatego też zdziwił się, że gdy z uderzającym o jego żebra sercem otworzył gazetę, na pierwszych stronach zauważył ich – dwójkę przyjacieli, siebie i Zayna. W oczy aż kuła cała strona zdjęć i podpisów pod nimi. Ich zdjęcia z dzieciństwa. On i Zayn, całujący tę samą fankę w policzek. W końcu on i Zayn siedzący w samych bokserkach na trawce przed ich domem.  Do cholery jasnej, skąd oni to mają?! A przy tym wszystkim jeszcze wielki, wytłuszczony napis „Dzieciństwo Harryego i Zayna.”. Czy to są żarty?!

            - Więc o co chodzi? – Gdy Zayn tylko pojawił się w pomieszczeniu, od razu poczuł porządną dawkę jego perfum i świeżości, którą za sobą wniósł. Nie dał jednak po sobie poznać, że trochę przesadził z wylewaniem na siebie męskiego zapachu, chcąc uniknąć docinki na ten temat.

            - Zobacz to. – Podsunął mu otwartą na odpowiedniej stronie gazetę. Malik wziął ją w dłoń, nerwowo przerzucając strony, choć wcale nie musiał tego robić. Wszystko prezentowało się jak na tacy, a w jego twarz uderzyło gorąco wywołane podwyższonym ciśnieniem.

            - No to się rozpisali… – warknął, zaciskając w zdenerwowaniu pięść. – Jakim cudem to zdobyli? Przecież już dawno ustalaliśmy, że do obiegu wrzucone zostają tylko zaakceptowane przez nas zdjęcia. Pozostałe są nasze. Tylko nasze.

            - Też się nad tym zastanawiałem –mruknął Harry, zerkając w jego brązowe oczy. Zauważył w nich nutkę zrozumienia. Sam także pomyślał o albumie pełnym prywatnych, często upokarzających zdjęć, który spoczywał w dolnej szufladzie komody pod telewizorem. Był tak blisko. Wystarczyło zajrzeć do szuflady, żeby dostać to, czego się potrzebuje.

            - Nie. Przecież wiesz, że to nie ona. – Zayn pokręcił przecząco głową. Nawet gdyby okazało się, że Ania jest wszystkiemu winna, nie chciałby dopuścić do siebie tej myśli. Chyba wolał się oszukiwać i żyć w szczęśliwym złudzeniu, niż zburzyć wszystko to, co razem z nią wybudował.

            - Masz rację. Nie wierzę, żeby to mogła być ona. Nie ma szans, ale w takim razie jak to zdobyli?

            - Nie wiem. – Zayn uderzył w futrynę, a po chwili oderwał od niej bolącą dłoń i podmuchał obolałe miejsce. Często swoja frustrację wyładowywał we właśnie taki sposób, przez co później jego ciało cierpiało. Szybko jednak zapomniał o bólu, kiedy coś go tchnęło. Ruszył do salonu. Usłyszał tylko Harryego, który z zaciekawieniem pytał, dokąd idzie. Ten jednak zignorował go i szybko dopadł do komody, stojącej pod telewizorem. Z rozmachem otwierał wszystkie górne szuflady, jakby nie wiedział, że to czego chciał, znajdowało się w tej najniższej. Wreszcie – album! Wyjął skarbnicę wspomnień, przez chwilę przyglądając się ozdobnej, delikatnej okładce. Chwilę później nerwowo przekartkował kolejne strony, z rozdrażnieniem zauważając brak kolejnych zdjęć.

            - Nie ma ich. – Z rozmachem rzucił albumem w sofę, od której odbił się lekko, jednak nie spadł na podłogę. Spojrzał bezradnie na Harryego.

            - A może jednak…?

            - Dowiem się tego. Nie może tak być… – Kiedy w jego głowie pojawiały się wątpliwości, szybko je odrzucał. To było wręcz niemożliwe! Na dzisiejszy wieczór planował przecież coś specjalnego. Byli ze sobą tak długo, a ona nadal nie poznała osobiście jego przyjaciół z zespołu. W ogóle nie miała dużego kontaktu z jego światem. Chciał, aby wreszcie gdzieś z nimi wyszła, żeby wreszcie mogli się zabawić i spędzić ze wszystkimi miły czas. Jednak… jeżeli to ona? Co wtedy?

            Musiał się tego dowiedzieć. Czuł, że zauważy, jeśli Ania skłamie. Będzie to wiedział! Tylko teraz przez chwilę musiał ochłonąć. Czuł jak napięcie zgniata jego mięśnie, a głowa pulsuje bólem. Musiał się uspokoić.

            Opadł na kanapę i spojrzał w sufit, nie chcąc myśleć o tej sytuacji. Chciał choć przez chwilę uciec od wątpliwości, które walczyły z pewnością, że Ania jest z nim szczera i że go kocha. Przypomniał sobie jej drobne dłonie wkradające się na jego klatkę piersiową i kark. Czułe usta, które z taką delikatnością pieściły jego wargi, ciepłe spojrzenie, dzięki któremu niepotrzebne były słowa. Wyobrażał sobie jej drobny, kształtny nosek i zarysowane kości policzkowe. Jeszcze raz ogarnął go dreszcz, gdy przypomniał sobie jak ufnie wtulała się w jego ramiona i płakała, bo bała się, że odejdzie.

            Gdzieś z lewej strony usłyszał dzwonek do drzwi. Nie przejął się jednak tym bardzo, to Harry zajął się przywitaniem gościa.

            - Paul?! A ty co tutaj robisz? – donośny głos Stylesa potoczył się po pomieszczeniu, docierając do uszów Zayna. Ten jak na zawołanie wstał, rzucając urywkowe spojrzenie w stronę drzwi.

            - Chciałem z wami porozmawiać. – Usłyszał stanowczy, rzeczowy ton i aż poczuł mdłości, gdy ujrzał go w progu. Jego zapadnięte policzki były lekko zaróżowione, co mogło świadczyć o jego podekscytowaniu lub zdenerwowaniu. Chyba nie chciał wiedzieć, co się kryje za tą twarzą.

            - Nie chcę z tobą rozmawiać, Paul – warknął w stronę menadżera i ruszył po schodach na górę. Okej… wiedział, że to nie jest wina Paula, że te zdjęcia ukazały się w prasie. Wiedział, że Paul chce tylko dobrze. Mimo to gdyby tam został, nie mógłby się powstrzymać i wkrótce na czyjejś twarzy wylądowałaby jego pięść. Czuł, że menadżer chciałby wszystko zrzucić na Anię, a tego by nie wytrzymał, to nie na jego nerwy. Wdech i wydech, Zayn. Wszystko się wyjaśni.



                                                                  *



            Miał nieco mieszane uczucia w stosunku do tego, co się stało. Zdążył już zaufać Ani, kiedy nagle okazuje się, że mógł się mylić. Nie chciał jednak w to wierzyć.

            Zawsze wzbraniał się przed stwierdzeniami, że zniewieściał – zawsze taki był.  Jednak teraz musiał przyznać, że choć wyjątkowy instynkt to kobieca domena, chciał w tej sytuacji kierować się swoim. Uparcie wierzył, że jego zniewieściały, a jednocześnie całkowicie męski instynkt, podpowiada mu prawdę – Ania była niewinna.

            Ta wiedza nie przeszkodziła mu jednak w znalezieniu pretekstu. Był cwany i dobrze o tym wiedział. Kierując się swoim własnym kaprysem jak i troską o zespół, znalazł się pod skromnym budynkiem kilka przecznic od mieszkania Ani. Ulice były tworzone przez ciasno do siebie przylegające fronty kamienic. Tynk o kremowym kolorze był dopiero co odświeżony i czysty. To podpowiedziało mu, że budynek niedawno przeszedł gruntowny remont. Harry zerknął przez chwilę w górę. Rzadko miał okazję przyjrzeć się z bliska architekturze zwykłej miejskiej kamienicy. Dopiero teraz, gdy zwrócił na nią uwagę, spostrzegł ciekawe, roślinne zdobienia bramy, a także kolumny, znajdujące się po bokach okien. Uśmiechnął się lekko do siebie i ruszył do środka. Już wcześniej szukał możliwości, aby odwiedzić Kate. Podpytał także Ani o wiedzę, która była mu niezbędna, a teraz wreszcie jest tutaj. Wreszcie! Nie wiedział, czego powinien się spodziewać. Na pewno nie fajerwerków, jednak był zdeterminowany.

            Gdy otworzyła drzwi, dosłownie go zatkało. Jej wyraz twarzy z uprzejmego i obojętnego, stał się nagle zaciekawiony, gdy spostrzegła, że to on jest jej gościem.

            Jego wzrok prześlizgnął się po jej stroju i przełknął ślinę, znów zauważając, jak atrakcyjną jest dziewczyną. Miała na sobie białą bluzeczkę na ramiączkach, która subtelnie zarysowywała jej szczupłą talię, jak i zgrabne piersi. Nogi opinały krótkie szorty, a włosy były w nieładzie, jakby nie poświeciła im dzisiaj dużo czasu. To wszystko jednak sprawiało, że w jego oczach wyglądała jeszcze lepiej – naturalnie, bez grama makijażu.

            - Mogę wejść? – odezwał się w końcu nadzwyczaj potulnym głosem, gdy ta tylko z zaciekawionym wyrazem twarzy, przypatrywała mu się uważnie i nawet nie zadała sobie trudu, aby zaprosić go do środka.

            - To nie jest zbyt dobra chwila –powiedziała po chwili wahania. – No ale dobrze, wejdź.

            Przesunęła się w przejściu, aby umożliwić mu wejście. W mieszkaniu panował bałagan. Ubrania i buty porozrzucane były po saloniku, na stole stały niesprzątnięte jeszcze naczynia, jednak mimo tego samo mieszkanie było ładne. Małe, skromne, panowały tu nadzwyczaj przyjemne kolory jasnego beżu, zieleni i żółci, co potęgowało wrażenie jasności we wnętrzu. Meble były w soczystych odcieniach brązu, wiele z nich wydawało się być już bardzo starymi nabytkami, mimo wszystko pasowały do klimatu i były funkcjonalne. Pod ścianą stała stara kanapa, nakryta narzutką w panterkę. Ten akcent rozbawił Harryego, gdyż średnio zgrywała się ona z delikatnym, nierzucającym się w oczy wystrojem wnętrza. Na parapecie stały dwa kwiatki, które akurat kwitły, reszta prawdopodobnie zwiędła.

            - Przepraszam za ten bałagan. – Uśmiechnęła się, po czym w szybkim tempie zaczęła zbierać naczynia ze stołu i zanosić je w stronę kuchni.

            Po chwili lekko zarumieniona, jednak niespeszona, wróciła do pokoju i wskazała mu krzesło. Wkroczył głębiej do pomieszczenia i wtedy usłyszał odgłos lecącej wody. Domyślił się, ze ktoś jest w łazience i bierze prysznic. Przełknął głośno ślinę, gdy przypomniało mu się o tym, iż dziewczyna ma chłopaka. Zerknął krótko w stronę drzwi, po czym szybko zwrócił swoje spojrzenie ku Kate.

            - Przyszedłem do ciebie, ponieważ wiem, że dobrze znasz Anię. – Rozpoczął wyjaśnianie swojej wizyty, a jednocześnie zdradzał przed nią swoja wymówkę, aby móc ja odwiedzić.

            - W końcu jesteśmy przyjaciółkami.

            - Tak, i dlatego chciałbym usłyszeć od ciebie, jakim jest paparazzo – powiedział prosto z mostu, na co ona spojrzała na niego zaintrygowana.

            - To tylko praca. Ania nie jest tak szurnięta jak pozostali. Dlaczego mnie o to pytasz?

            - Bo muszę wiedzieć, czy ufam odpowiedniej osobie. Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że ma do nas duży dostęp – wyjaśnił, jednak po chwili poczuł, że chyba nie chce dalej brnąć w ten temat.

            - Harry, to bez sensu. Anię znasz dłużej niż mnie, to chyba z nią powinieneś porozmawiać. W ogóle nie rozumiem,co tutaj robisz. – Kate podniosła się z krzesła i stanęła nad nim z rękoma zaplecionymi na piersiach. Jej mina na pewno nie wyrażała zadowolenia, świadczyły o tym mocno zaciśnięte wargi. Harry, zerkając na nią do góry, poczuł się zdominowany, a jednocześnie tak bardzo zafascynowała go ta kobieta! Oznaki zdenerwowania tylko dodawały jej uroku, komponowały się z prawie czarnymi włosami i ciemnymi oczami.

            Podniósł się z krzesła, szurając nimi po podłodze wyłożonej panelami. Żałował, ze wywołał między nimi małe napięcie – w końcu nie taki był jego cel, jednak na pewno nie żałował tego że tu przybył. Zrobił to z potrzeby serca. Nie chodziło mu tutaj o zaufanie do Ani, a oto, co poczuł do tej dziewczyny. Po latach samotności czuł, że być może ma wreszcie szansę na normalny związek z kimś, kto wie kim on jest, traktuje go przeciętnie, nawet się na niego denerwuje i nie jest paparazzo! O zgrozo, to chyba zbyt piękna wizja.

            Kątem ucha usłyszał, że w łazience przestała lecieć woda. Spojrzał szybko na Kate i spróbował odczytać emocje malujące się na jej twarzy. Zdawało mu się, że wolałaby wyprosić go z domu, zanim ktokolwiek zauważy, że miała gościa.

            - Przepraszam cię, Harry, ale to nie jest najlepszy czas na odwiedziny – powiedziała nie owijając w bawełnę i to też w niej polubił. Wystarczyła chwila, a wpadł po uszy i było mu z tym wspaniale. Potrzebował tego uczucia, jakkolwiek mogłoby się to wydawać głupie.

            - W takim razie będę już uciekał. - Żałował, że już. Chciałby spędzić z nią trochę czasu, wiedział, że i ona go lubi, jednak w tym momencie nie jest w stanie mu tego okazać. Kilka chwil razem na pewno odblokowałoby w nich pokłady sympatii.

            Wraz z nią przeszedł do drzwi, nie wyszedł jednak od razu. Zatrzymał się, zerkając nią cwanie. Usłyszawszy krzątanie się w łazience, wiedział, że osobnik, który się tam znajduje niedługo pojawi się w pokoju. Znów spojrzał na drzwi od tegoż pomieszczenia, a po chwili skupił wzrok na Kate, która cierpliwie czekała, aż opuści jej mieszkanie.

            Nie przemyślał tego. Gdy to zrobił, usłyszał tylko cichutki pisk, a po chwili poczuł jej dłonie zatrzymujące się na jego klatce piersiowej. Zatopił usta w jej wargach, starając się poczuć to coś.



                                                                      *



            - I wtedy właśnie mnie pocałował! -Wyrzuciła z siebie. Jej policzki zaczerwieniły się, oczy zapłonęły wściekłością, a dłonie zwinęły się w pieści.

            Uśmiechnęłam się leciutko, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Siedziałyśmy u mnie w mieszkaniu. Zaciągnięte rolety, powodowały, że do środka wpadało czerwone światło. W dłoniach trzymałyśmy pucharki z lodami, rozkoszując się tym chwilowym ochłodzeniem, w trakcie długiego i bardzo ciepłego dnia. Kate prawie nie jadła. Bardziej była zajęta szczegółowym opowiadaniem akcji z dzisiejszego dnia, w której główny udział wziął Harry. Byłam świadoma, że to trochę moja wina – to ja opowiadałam mu o Kate, a także zdradziłam mu o niej kilka informacji. Skąd jednak mogłam wiedzieć, w jaki sposób je wykorzysta?

            Zdawałam sobie również sprawę z tego, że wokalista jest wrażliwym, opiekuńczym i uczuciowym facetem. Nie potrafiłam sobie jednak wyobrazić sytuacji, w której ten chłopak flirtuje. Właśnie dlatego przysporzyło mi tyle radości słuchanie opowieści mojej przyjaciółki, której wzburzenie wypełniało całe cztery ściany. Choć było to dla niej niespodziewane i krepujące przeżycie, Kate nie wybuchnęła płaczem, nie rozpaczała, była po prostu wkurzona i musiała to wszystko z siebie wyrzucić.

            - Przyssał się do mnie jak pijawka akurat w momencie, gdy Carl opuścił łazienkę, dasz wiarę?! Na szczęście jest z niego takie chuchro, że od razu go odepchnęłam. To był taki odrzut, że wpadł na drzwi o mało się nie przewracając. A gdy Carl to zobaczył, rzucił się na niego z pięściami. Chciałabyś pewnie zobaczyć ten wystraszony wyraz twarzy Harryego!

            - Daj spokój! Pobili się?

            - Zdążyłam go wypchnąć za drzwi, zanim Carl się do niego dobrał. Zamknęłam je na cztery spusty i Styles chyba nawet nie myślał o tym, żeby wracać. To nie byłoby miłe spotkanie.

            Popatrzyłyśmy po sobie. Ja z leciutkim uśmiechem na twarzy, ona z totalnym oburzeniem.

            - Nie mam pojęcia, skąd przyszło mu do głowy to, żeby mnie odwiedzać, a potem jeszcze całować! – wyrzuciła z siebie sfrustrowana.

            - Myślę, ze po prostu bardzo wpadłaś Harryemu w oko – zaśmiałam się, choć wiedziałam, że mam racje. – To nie taki zły facet – dodałam, wzruszając ramionami, podczas gdy ona wyglądała jakby zaraz miała zwymiotować.

            - Może nie jest zły, ale na pewnonie dla mnie! Co to w ogóle było?

            - Kate, nie gniewaj się na niego, na pewno chciał dobrze. – Złapałam ja za rękę i popatrzyłam w oczy.

            - Wyszło jak wyszło – odpowiedziała zrezygnowana.

            - Porozmawiajcie. Wytłumaczcie sobie wszystko i już, będzie po problemie!

            Kate wbiła wzrok w sufit, ignorując moje słowa. W końcu jednak jej twarz opadła z powrotem na wysokość mojego wzroku. Dziewczyna wzruszyła ramionami.

            - Możesz pojechać dzisiaj z nami na imprezę integracyjną – starałam się jak najprecyzyjniej określić rodzaj spotkania ze znajomymi Zayna. – Porozmawiacie na spokojnie i wszystko będzie jasne.

            Przyjaciółka popatrzyła na mnie niepewnie. Ja jednak szturchnęłam ja zaczepnie. W końcu ulegając mojemu wdziękowi, uniosła się z kanapy.

            - W takim razie lecę się przebrać. Spotkamy się później.

            - Do zobaczenia – pożegnałam się z nią i zadowolona z siebie ruszyłam do malutkiej sypialni, w której mieściła się moja zasobna szafa.



                                                              *



            Kiedy tylko podjechaliśmy pod klub, uśmiechnęłam się szeroko. Już tak dawno nie byłam na żadnej imprezie! Jego czarne auto prawie niezauważenie przemknęło między innymi pojazdami i stanęło przy bocznym wejściu do klubu. Zanim wyszłam z samochodu jeszcze raz przeanalizowałam to, co miałam  na sobie, czyli czarną krótka sukienkę, która wykończona była koronkami, a także czarne buty na obcasie. Moje kasztanowe włosy pozostawiłam takie, jakie były na co dzień, dlatego teraz proste pasy opływały moje ramiona i plecy. Pomalowałam rzęsy, a w policzki wklepałam odrobinę różu. Ktoś by pomyślał, że w przypadku kiedy notorycznie się rumienię, nie jest to wskazane, jednak ja chciałam panować nad moimi rumieńcami, jakkolwiek to brzmi!

            - Rozumiem, że się wkradamy –powiedziałam, poruszając zaczepnie brwiami. Zayn  spojrzał na mnie spod daszku czapki, którą dzisiaj nasunął na swoje włosy. Całość dopełniała biała koszula i jasne dżinsy. Poczułam dreszczyk emocji i przez chwilę zastanowiłam się, czy to dobra oznaka.

            - Nie, udajemy się strefy dla vipów.– Uśmiechnął się, wydostając się z samochodu. Podszedł z drugiej strony, otwierając mi drzwi i podał mi swoją rękę. Spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek, jednak szybko podałam mu dłoń. Poczułam, jak jego ramię oplata się wokół mojego ciała i prowadzi mnie w kierunku drzwi. Zza cienkich murów klubu, słychać już było przytłumioną muzykę, a kilkanaście metrów dalej także ludzi, próbujących dostać się do środka.

            - Zayn… ale będzie jakaś ochrona, prawda?

            - Będzie dwóch ochroniarzy. Spokojnie, to wydzielona strefa, nikt nie będzie na nas patrzył. – Pocałował mnie w skroń, a ja złapałam go za dłoń, splatając nasze palce razem. Udałam się za nim, przedzierając się przez przyciemniony korytarz. Weszliśmy po schodach, a muzyka coraz gwałtowniej wdzierała się do naszych uszów. Gdy tylko znaleźliśmy się na górze, moim oczom ukazało się dwóch wysokich mężczyzn, którzy stali jak na warcie. Zerknęłam na nich nieśmiało, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Okazało się jednak, że nie wiele robić musiałam. Od razu poznali Zayna, witając się z nim uściskiem dłoni. Szybko przepuścili go, rzucając mi ciekawskie uśmieszki. Przemknęłam za nim, nie puszczając jego ręki. Nie ma to jak strefa vipów… kto jak kto, ale ja czuję się w takich najlepiej!

            Nim zdążyłam się zorientować moim oczom ukazał się Ed Sheeran. Przełknęłam szybko ślinę, przypominając sobie moje nieudolne próby szpiegowania go i zrobiło mi się głupio. Dziękowałam Bogu, że on nie ma pojęcia, przez co przeszłam, próbując sfotografować jego niby romans z Taylor Swift. Jeszcze raz przypomniałam sobie upadek w krzaki i szybko wyrzuciłam to wspomnienie ze swoich myśli. Od teraz zaczynam z czystą kartą!

            - Zayn, a co z Kate? – przedarłam się przez panujący gwar.

            - Spokojnie, już Harry się nią zajmie. – Uśmiechnął się lekko. Nim zdążyłam zareagować, pociągnął mnie do przodu i postawił przed dość wysokim blondynem.

            - Niall,to jest Ania –przedstawił nas sobie Zayn, a ja wyciągnęłam dłoń w kierunku chłopaka. Szybko przywitaliśmy się, po czym wyrósł przed nami Louis, a także Liam. Poznałam też Eleanor, dziewczyna Louisa i ku mojemu zdziwieniu Lou , która była osobistą makijażystką zespołu. Na końcu przywitałam się z Harrym, który wprost emanował pozytywna energią i z lekko obrażoną Kate, która ledwo zaszczyciła mnie spojrzeniem. No ładnie, to teraz ja podpadłam za to, że to Harry wprowadził ja do klubu, a nie ja z Zaynem.

            - Kto pije?

            Las rąk pojawił się w górze. Choć to może brzmieć dziwnie, to mieliśmy osobistego kelnera, który donosił nam wszystkie trunki do naszego imprezowego stolika. Kiedy popatrzyłam przez barierki, zobaczyłam tłum ludzi na parkiecie i po chwili przestałam mierzyć upływ czasu.

            Wszyscy byli już galancie wcięci, każdy żartował, panował gwar. Czując zawirowania w głowie, spojrzałam na Zayna, spowitego mgiełką papierosowego dymu. Zmarszczyłam lekko nos i ściągnęłam brwi.

            - Zatańcz ze mną – szepnęłam mu do ucha, ocierając o nie usta. Miałam ochotę wdrapać się na jego kolana i namiętnie pocałować, jednak ograniczyłam się do tańca. Zayn popatrzył na mnie uśmiechnięty. Szybko zagasił papierosa i złapał moją rękę. Ruszyliśmy na skrawek wolnej przestrzeni na vipowskim balkoniku. Szybko zarzuciłam ręce na jego kark, a on przyciągnął mnie do siebie gwałtownie. Jego dłonie wylądowały na moich pośladkach, a ja musnęłam delikatnie jego szyję. Zatraciłam się w naszym namiętnym tańcu, jednak fragment mojego przytomnego umysłu zdążył zarejestrować, że obok nas zjawił się także Louis i jego dziewczyna Eleanor. Znaczyłoby to więc, że wspólnie jesteśmy widowiskiem dla pozostałych osób, siedzących przy stoliku. Kiedy przelotnie zerknęłam w ich kierunku, zorientowałam się, że tak właściwie nawet nie zauważyli naszej nieobecności – tak bardzo byli pochłonięci opróżnianiem kieliszków.

            – Wymyśliłeś chyba najlepszą formę integracji – mruknęłam mu ponownie do ucha, bujając się w rytm muzyki.

            - Dobrze o tym wiem – usłyszałam jego pewny siebie ton.

            Poczułam jak jego dłonie suwają się po moich biodrach z góry na dół, a po moim ciele przeszedł dreszcz.

            - Może wrócimy do ciebie… - zaczął, a ja uśmiechnęłam się pod nosem, wyczuwając jego intencje. – I urwiemy się wcześniej?

            Zerknęłam na pozostałą grupę. Alkohol całkowicie zamroczył im umysły. Wszyscy śmiali się i wymachiwali rękoma, nadmiernie gestykulując. Zmarszczyłam nos.

            - Nawet nie zauważą – uprzedził mnie Zayn, wtulając się w moją szyję i zaciągając się moim zapachem.

            - No dobrze. – Złapałam jego dłoń. Zayn jak na zawołanie wyprostował się, jednocześnie przewyższając mnie o kilkanaście centymetrów. Zauważyłam, że szybko rozejrzał się ponad moją głową i dał znak jednemu z ochroniarzy.

            - Jack, my już wychodzimy, odwieziesz nas? – spytał, a jego wypowiedź była o dziwo bardzo zrozumiała i jasna. Mocniej ścisnęłam dłoń Zayna. Kiedy tylko ruszyliśmy za ochroniarzem, obejrzałam się na chwilę, chcąc spojrzeć na roześmianą gromadkę. Gdy doszliśmy do drzwi, poczułam, że coś jest nie tak. Zerknęłam z niepokojem na Zayna, on jednak zmarszczył lekko czoło, nawet na mnie nie patrząc. Jack zatrzymał się kilka kroków przed nami, po czym spojrzał poważnie na Zayna.

            - Cholera – przeklął mój chłopak, a ja rozejrzałam się ponownie.

            - O co chodzi? – spytałam, jednak moje pytanie nie miało najmniejszego sensu w chwili, gdy w szparze drzwi dostrzegłam błysk i szamot kilku osób. – O nie… – jęknęłam.

            - Twoi koledzy po fachu postanowili nas odwiedzić. – Zayn uśmiechnął się. Mimo wszystko jego twarz wcale nie wyrażała złości. Patrzył na mnie z lekkim uśmieszkiem, będąc ciekawym, jak zareaguję.

            - Ale oni nie mogą mnie znów sfotografować! – Miałam ochotę walić głową w mur. No przecież stary przesąd mówił, że paparazzo, który da się sfotografować przez kolegę po fachu już nigdy nie zrobi kariery! Wiem, że mnie zrobiono zdjęcie już w pierwszym dniu pracy, później z Zaynem (mimo, że nikt nie wiedział, że to ja jestem dziewczyną, która ucieka wraz ze sławnym piosenkarzem ulicami Londynu), a teraz to! Moja potrójna porażka!

            - Nie mogą sfotografować was razem – wtrącił Jack. W ogóle nie mogą mnie sfotografować, chciałam go naprostować, jednak w porę ugryzłam się w język. – Myślę, że powinniście wyjść dwoma różnymi wyjściami. Ania, ty pójdź głównym, tam na pewno jest więcej tych szczurów, bez urazy dla ciebie. – Uśmiechnął się odrobinę ironicznie, a ja skrzywiłam się na te słowa. Mam iść tam sama? I przepchać się przez tą bandę paparazzi?! O nie… Choć z drugiej strony, to przecież mnie raczej nie znają i nikt nie dowiedziałby się, że byliśmy tutaj razem.

            - No dobrze – zgodziłam się na jego plan i kiedy już wycofywałam się, żeby zawrócić do sali, poczułam długie palce Zayna, oplatające moje ramię. Przyciągnął mnie z powrotem do siebie.

            - Nie ma mowy, ona idzie z nami – zarządził, a ja popatrzyłam na niego jak na kretyna.

            - Ale zobaczą nas razem!

            - Wyjdziesz zaraz po nas. Będziesz trzymała się z boku. W tym tłoku nikt nie zwróci na ciebie uwagi, nie chcę, żebyś tam szła. – Pocałował mnie w czoło, a ja uśmiechnęłam się pobłażliwie.

            - Ty naprawdę w to wierzysz? – Choć logika nakazywała inaczej, godziłam się na ten plan.

            - Tak. Chodź Jack, przepłyńmy przez to bagno. – Szybko wciągnął bluzę, podana mu przez ochroniarza i założył kaptur, zaciągając go szczelniej wokół twarzy. Po chwili poczułam jak coś ląduje na mojej głowie. Złapałam materiał w rękę i dostrzegłam odpięty kaptur od ochroniarskiej kurtki Jacka.

            - Dzięki, Jack. – Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, bo moja jedyna czarna sukienka, którą miałam na sobie, w żaden sposób nie zasłoniłaby mojej twarzy. Chyba, że wyszłabym nago, zasłaniając nią głowę. Ale wtedy jeszcze bardziej zwróciłabym ich uwagę!

            Poczekałam chwilę, aż Jack i Zayn znikną za drzwiami. Od razu usłyszałam wzmożony odgłos migawek i błysk fleszy, które rozświetlały wieczór. Opanowałam rozedrgane ze zdenerwowania ręce, naciągnęłam mocniej kaptur, starając się mocno przytwierdzić go do głowy i wyszłam. Pierwsze, co dostrzegłam była olbrzymia plama światła. Otworzyłam szerzej oczy, jednak zaraz momentalnie je zamknęłam. Starałam się przyzwyczaić do widoku jaki mi pokazują, lecz było to trudne. Czując napór ze strony dziennikarzy, szybko ruszyłam do przodu, jedną ręką trzymając kaptur, a drugą rozpychając się między ludźmi. Nie było ich wcale tak dużo. Po prostu stworzyli zwarty mur, który ciężko było przekroczyć bez uszczerbku na zdrowiu.

            - Ania! – ktoś krzyknął w tłumie, tak, że zwrócił nie tylko moją uwagę. Zayn zatrzymał się i popatrzył w nieokreślonym dla mnie kierunku ponad głowami innych ludzi.

            - Ania, niezłe zdjęcia. Nie wiem, jak udało ci się je zdobyć. Gratulacje! – Wtedy go zobaczyłam. Przed oczami mignął mi Mark. Po chwili zerknął jeszcze na Zayna i odszedł. Nawet mi nie pomógł! Taki znajomy z niego! A niech to, dam radę sama. I… o jakie cholerne zdjęcia mu chodziło? Czyżby moja kariera nie była jeszcze skończona? Mam dobre zdjęcia?! A może to była tylko ironia?!

            - Matko… – sapnęłam pod nosem, gdzieś po drodze. Przed sobą zobaczyłam Jacka, pomagającego Zaynowi, który był pod jeszcze większym obstrzałem. Malik na chwilę odwrócił się w moją stronę i uchwyciłam jego wzrok. Był wyraźnie zdenerwowany, widziałam to w jego spojrzeniu. Nie chodziło o zebrany tłum, nie wiedziałam jednak, co mogło się wydarzyć.

            Nagle po raz drugi już dzisiaj, poczułam jak ktoś przyciąga mnie w swoją stronę. Prawie wywaliłam się na tych wysokich obcasach, które pomagały mi i jednocześnie przeszkadzały w przebrnięciu przez tłum pchających się przez siebie osób. Szybko jednak utrzymałam się na nogach i skierowałam się w odpowiednim kierunku. Uchwyt przeniósł się z obolałego już nadgarstka na dłoń. Nagle tłum został gdzieś z tyłu, goniąc dalej za Zaynem, a ja stałam na świeżym powietrzu. Będąc całkowicie w szoku, zamrugałam gwałtownie i poprawiłam kaptur, zsuwający się z mojej głowy. Podniosłam wzrok i mnie zamurowało.

            - Matko, aleś ty nieporadna –westchnął, puszczając moją rękę.

            - John– syknęłam. – Co ty tu, do cholery jasnej, robisz?

            - Ratuję twoją buźkę przed nieuchronnymi zdjęciami, jak widać. – Uśmiechnął się, ukazując rządek białych zębów i przeczesał ręką włosy.

            Znów rozejrzałam się dokoła, starając się ignorować jego obecność i cały ten rozgardiasz. Szukałam Zayna. Wreszcie uchwyciłam jego wzrok, jednak coś mi nie grało. Spoglądał na mnie z wyraźnym grymasem na twarzy. Szybko jednak znikł w czarnym samochodzie z przyciemnianymi szybami. Już chciałam ruszyć w tamtą stronę, gdy znów poczułam dłoń Johna na swojej.

            - Gdzie się wybierasz?

            - Nie twój interes, puść mnie –warknęłam, próbując zabić go wzrokiem. Niestety to nic nie dało.

            - Wybawcy coś się należy – zażartował, choć dobrze wiedział, że najchętniej uderzyłabym go w twarz.

            - Przyślę ci bukiet kwiatów – zironizowałam, dostrzegając przejeżdżający obok nas czarny samochód z przyciemnianymi szybami. Już chciałam krzyknąć za nimi, gdy poczułam gwałtowne szarpnięcie i ciepłe usta wkradające się na moje. Co jest!? Duże, dobrze znane mi dłonie docisnęły mnie do siebie. Mimo mojego sprzeciwu, łapczywe usta całowały coraz zachłanniej. Chciałam się jak najszybciej wyrwać z tych kleszczy. Już wiedziałam, że osoba jadąca tym czarnym samochodem, musiała dostrzec to, co się właśnie wydarzyło...

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 24 - Kocham cię za to jaki jesteś.

            Stałam i gotowałam. Kto mi uwierzy? Naprawdę gotowałam. Gdyby to chodziło tylko o mnie, to nie było by to takie trudne. Zjadłabym to, co stworzyłam i już. W końcu chyba nie zginęłabym z własnej ręki? Tym razem jednak gotowałam dla siebie i Zayna. Miała to być prawdziwa kolacja. No… pominę fakt, że prawdziwa wytrawna kolacja odbywałaby się w eleganckiej restauracji, ale… jak na razie postanowiliśmy zadowolić się moim skromnym mieszkankiem. I wiecie co? Podobało mi się to nawet bardziej niż wyjście gdzieś, gdzie obcy kelner zerkałby na nas, a jego oczy przy każdym kolejnym kroku wychodziłyby z orbit, na widok Zayna. No właśnie! O ironio… na widok Zayna, nie mnie! Ten chłopak nawet własną dziewczynę potrafiłby przyćmić w każdym miejscu. Muszę jednak przyznać, że mimo to i tak chętnie bym się gdzieś wybrała. Ale nie narzekałam. Żyłam w cieniu i było mi z tym dobrze. Jak do tej pory nikt prócz ciągle podejrzewającego czegoś Marka nie wpadł na to, że Zayn Malik może kogoś mieć. Przestałam się jednak tym tak bardzo przejmować. Uświadomiłam sobie, że ten facet ciągle doszukuje się jakichś sensacji, używając do tego swojego wyspecjalizowanego sprzętu, za którym niejeden paparazzo skoczyłby z mostu. Tak, tak, ja też. Lubiłam robić zdjęcia, lubiłam stać koło czerwonego dywanu i uwieczniać szerokie uśmiechy malujące się na twarzach gwiazd. W dodatku… Kocham dźwięk migawki! O zgrozo. Ten dźwięk był chyba uzależniający, bo dla mnie aparat zachowywał się jak żywe stworzenie! Tu cykał, tam cykał, tworzył obrazy z szybkością jednej dwusetnej sekundy!

            Ale w przeciwieństwie do tego jak zaczynałam jako paparazzo, wyszłam na prostą i bardziej zdefiniowałam swoją osobę. Pomimo mojej determinacji i ambicji, starałam się hamować chęć rzucenia się w pogoń za gwiazdami. Nie chciałam zatracać się w tym szaleństwie, dlatego ograniczyłam liczbę śledzonych ludzi i o ile to możliwe, unikałam podążania za nimi podczas ich prywatnego życia. Można powiedzieć, że poprzednie doświadczenia i wizja zrozpaczonego Zayna skutecznie mnie od tego odciągały. Ponadto chciałam szanować prywatność innych osób, bo swoją też sobie bardzo ceniłam.

            Odkładając łyżkę obok garnka, wyłączyłam gaz i zdjęłam biały, stylowy fartuszek, który znalazłam gdzieś na dnie szafki. Dolna części materiału otoczona szerokim pasmem białej koronki skutecznie rzucała się w oczy. Westchnęłam ciężko, przecierając czoło wierzchnią częścią dłoni, a następnie udałam się przed lustro, chcąc sprawdzić jak się prezentuję. Z szybkością migawki w moim aparacie poprawiłam długie, kasztanowe włosy. Ścięta na prosto grzywka układała się nie najgorzej, dzięki czemu mogłam uśmiechnąć się do siebie w lustrze. Zerknęłam prosto w moje zielone, otoczone firanką gęstych rzęs oczy, a chwilę później otaksowałam spojrzeniem drobną sylwetkę. Dzisiaj ubrana byłam w czarną sukienkę, która sięgała mi przed kolana, a utrzymywana była na szerokich, marszczonych ramiączkach. W pasie przewiązana byłam cieniutkim paskiem.

            Z niecierpliwością zerknęłam w kierunku drzwi. Już nie mogłam się doczekać, kiedy mój książę przybędzie, aby skosztować mój specjał!

            Gdy tylko usłyszałam pukanie, podskoczyłam do góry i udałam się do przedpokoju. Złapałam za klamkę, pociągając ją w swoją stronę. Kiedy tylko zobaczyłam Zayna, na moich ustach pojawił się wielki uśmiech. Chwilę potem zauważyłam gałązkę jaśminu, który trzymał w swoich smukłych dłoniach. Wieczorną porą pachniał intensywniej, dzięki czemu z łatwością wyczułam jego zapach.

            - Dziękuję – mruknęłam, łącząc swoje usta z jego. Poczułam, że w biegu ściągnął buty i przyciągnął mnie do siebie bliżej. Huk za jego plecami, obwieścił mi, że nogą zatrzasnął drzwi. Kiedy chciałam skończyć pocałunek, ten przycisnął mnie do siebie jeszcze bardziej. Uśmiechnęłam się w między czasie, czując jak jego ciepłe dłonie podwijają sukienkę, którą dzisiaj na siebie założyłam. Nic nie mówiąc, oderwałam się od niego i obciągnęłam materiał ubrania.

            - Kolacja czeka – mruknęłam do jego ucha, po chwili przygryzając jego płatek.

            - Zjemy później. – Usłyszałam w odpowiedzi. Poczułam jak napiera do przodu, cofnęłam się więc do tyłu, potykając się o buty stojące w przedpokoju. Roześmiałam się dźwięcznie, kiedy przytrzymał mnie przed upadkiem. Czułam jak na moje policzki wstępują rumieńce, a moja krew się burzy. Po chwili wylądowałam na wąskiej kanapie tuż obok zastawionego stołu, nad którym spędziłam sporo czasu! Beżowy obrus okrywał drewno, a ładna zastawa, serwetki i zapalone świeczki tylko dopełniały dzieła.

            Zarechotałam ciężko, czując jego ciało na sobie.

            - Zaaayn, kolacja stygnie! – mój stłumiony głos zgubił się gdzieś w plątaninie pocałunków. W pewnym momencie przebił się jednak przez jego umysł i dotarł do świadomości.

            - Nie ucieknie. – Poczułam jego usta, pieszczące moją szyję. Uśmiechnęłam się do siebie, jednak po chwili odepchnęłam go od siebie gwałtownie. Widziałam jak na jego twarz wkrada się niezadowolona mina, a czoło marszczy się pod wpływem niezadowolenia. Uśmiechnęła się do niego słodko, podnosząc się i poprawiając włosy.

            - Mogę być częściej witana w taki sposób, ale przejdźmy do jedzenia. – Wysłałam mu buziaka w powietrzu, a po chwili zerwałam się z kanapy, żeby dotrzeć do naszego specjalnego posiłku. Specjalnego, bo ugotowanego przeze mnie!

            Z uśmiechem wymalowanym na ustach udałam się do kuchni, po drodze gasząc światło. Teraz salon, w którym pojawił się mały, zgrabny stół, skąpany był jedynie w świetle świec. W moich oczach pojawiły się wesołe błyski, gdy z zapalczywością sięgnęłam w kierunku garnka. Być może nie popisałam się twórczością kulinarną, ale ważne były chęci! Na dwa talerze wygarnęłam długi makaron, na który następnie nałożyłam sos. Spaghetti to jednak coś, co potrafiłam przyrządzić bez wyrządzenia większych szkód w kuchni. Szybko chwyciłam nasze danie i ruszyłam w stronę stołu, przy którym usiadł Zayn. Na jego opaloną buzię padały delikatne cienie. Dzisiejszego wieczoru ubrany był w czerwono-białą koszulę w kratę. Prezentował się naprawdę wyśmienicie, gdy materiał opinał jego delikatnie zarysowane mięśnie.

            - Gotowe – ucieszyłam się, stawiając danie. Wygłodniały wzrok Zayna spoczął najpierw na mojej twarzy, następnie przesunął się po moim ciele, aż dotarł do talerza z potrawą. Przez chwilę zastanawiałam się, co czai się w jego głowie, szybko jednak wypchnęłam te myśli. W końcu mówiłam mu, żeby przed przyjściem nic nie jadł!

            Siedząc naprzeciwko siebie, oboje chwyciliśmy za sztućce i nawijając pierwszą porcję, zerknęliśmy na siebie przelotnie. Mimo że byłam przyzwyczajona do jego obecności i tego, jak się zachowywał, znów poczułam się, jak gdyby to była nasza pierwsza randka. Moje policzki pokryły się rumieńcem i spuściłam lekko wzrok, sama nie wiedząc, dlaczego tak zareagowałam. W świetle świeć Zayn wyglądał naprawdę przystojnie. Miałam nadzieję, że ja prezentuję się równie korzystnie.

            - Pycha! – wyrzucił z siebie, gdy tylko napchał usta. Moja samoocena momentalnie i samowolnie wzrosła. Wypięłam dumnie pierś i z zachwytu nad swoim dziełem aż nie mogłam zacząć jeść. Westchnęłam jeszcze raz. Czyż nie mówiłam, że lepiej zostać tutaj, niż iść do wykwintnej restauracji?

            - Miałam nadzieję, że ci zasmakuje.– Nie zdradziłam po sobie radości, jaką we mnie wywołała ta krótka uwaga. Pochwili moja ręka powędrowała do kieliszka z winem, które chłopak zdążył już wcześniejnalać. Szybko umoczyłam w nim usta, czując na języku cierpki, jednak przyjemnysmak.

            Przez kilka minut było słychać tylko szczęk sztućców i krótką wymianę uwag. Gdy skończyliśmy wieczorny posiłek, oboje udaliśmy się na kanapę. Wspólnie zagłębiliśmy się w poduszkach. Oparłszy głowę o jego ramię, objęłam go w pasie, on zaś rękę ulokował gdzieś na moim ramieniu, opuszkami palców gładząc je delikatnie. W mojej wolnej dłoni pojawił się pilot, którym przełączałam kolejne kanały telewizyjne. Głos w telewizorze był prawie wyciszony, bo tak naprawdę nieważne były dla nas obrazy, które przewijały się na ekranie. Siedzieliśmy w ciszy, nasłuchując ulicznych odgłosów i własnych oddechów. W milczeniu jakie panowało, czuliśmy się swobodnie, a krótkie wymiany zdań, które co jakiś czas się pojawiały, były czymś naturalnym. W tej atmosferze czułam się bezpiecznie. W powietrzu wirowały bliskość, ciepło i poczucie, że mogę na niego liczyć, chociażby w momentach, kiedy tak właściwienie robimy nic konkretnego. Po prostu spędzaliśmy ze sobą czas, chcąc nacieszyć się swoją obecnością do granic możliwości. Każda komórka mojego ciała przejmowała jego bliskość i uzbrajała się w zapasy na czas, gdy go nie będzie.

             Kiedy się ze mną żegnał, pocałował moje usta. Był to długi, namiętny pocałunek. W jego ramionach czułam się jak mała dziewczynka i było mi z tym dobrze. Wdychając zapach jego perfum, żałowałam, że dzisiaj nie może zostać dłużej. Jeszcze raz wspięłam się na czubki palców, by musnąć przelotnie jego malinowe, idealnie wykrojone usta. Chwilę później puściłam go i pozwoliłam udać się w noc. Zamknęłam za nim drzwi i westchnęłam bezgłośnie.

            Wpadłam jak śliwka w kompot.



                                                                          *



            Rano, zerkając przez przeciwsłoneczne okulary, wyszedł do wysokiego londyńskiego budynku. Zajął miejsce w głębi kawiarni, oczekując swoich towarzyszy. Poruszył się nerwowo, zerkając na zegarek, który odmierzał kolejne minuty pogodnego dnia. Jeszcze wczoraj wieczorem, gdy dowiedział się, że Zayn znów przesiaduje u Ani , zastanawiał się, czy to wszystko co robi jest dobrym pomysłem. Doszedł jednak do wniosku, że jedynym sensownym, jaki przychodzi mu na myśl. Usłyszał dzwonek, obwieszczający przybycie kolejnych klientów i uniósł głowę. Ujrzawszy wysokiego ciemnowłosego chłopaka, był pewien, że to oni.

            - Witam ponownie. – Uśmiechnął się półgębkiem, podając im dłoń. Widział podekscytowane oczy bruneta, które świeciły cwanym blaskiem. Fachowym okiem mógł stwierdzić, że chłopak nie jest rozeznany w interesach, w przeciwieństwie do tego drugiego, Marka.

            Usiedli wspólnie przy schludnym stoliku, zamawiając jedynie kawę. Zerknęli po sobie krótko. Pieniądze były czymś czego wszyscy pożądali. Mogli ich mieć miliony, tysiące lub nie mieć wcale. Stan ich portfela nie zmieniał faktu, że posiadanie kilku cyfrowych liczb na koncie sprawiało im przyjemność. Pieniądze. To ich wszyscy trzej chcieli, a jednocześnie każdy z nich mógł we wspólnym interesie znaleźć dodatkowe korzyści. Właśnie mieli to ustalić.

            - Może przejdźmy od razu do rzeczy. Masz zdjęcia? – odezwał się Mark.

            - Są tutaj. – Pewną ręką wyjął najbardziej prywatne fotografie, jakie udało mu się na szybko znaleźć w starannie ukrywanym albumie chłopaka. Krótki urywany śmiech potoczył się z ust mężczyzn.

            - Widzę, że się postarałeś. – Uśmiechnął się Mark, zerkając ukradkiem na swojego młodszego kolegę siedzącego po prawej stronie.

            - Teraz twoja kolej – Paul odezwał się po dłuższym zamyśleniu.

            - Spokojnie, o mnie się nie martw, uruchomię wszystkie kontakty. Ale… John?

            - Wiem, co robić. – Chłopak uśmiechnął się szelmowsko, opierając się wygodniej na oparciu krzesła. Na jego twarzy malowało się samozadowolenie zmieszane z podekscytowaniem. Krótkie, lekko poskręcane włosy zmierzwił otwartą dłonią i przez chwilę zacisnął ją na kosmykach. Zupełnie bezwiednie poklepał się po kieszeni, w której był portfel. Malik dał mu porządną zaliczkę. Teraz znów to zrobi, jednak całkiem nieświadomie.

            - Mam nadzieję, że Zayn da sobie spokój z Anią, a ty masz o to zadbać. – Paul zerknął na niego badawczo. Nie chciał nic złego dla dziewczyny, ani dla zespołu. Chciał po prostu, żeby ona nie zaprzątała głowy Zaynowi. Przy okazji mógł upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Gdy się nad tym poważniej zastanowił to nawet trzy, ale na określenie zysków czas przyjdzie później…

            John pokiwał energicznie głową i uśmiechnął się. On też chciał ją odzyskać. Tak po prostu. Być może trochę za nią tęsknił, w końcu przez czas jaki ze sobą byli, mimowolniep rzywiązał się do niej. Przez chwilę myślał nawet o czymś poważniejszym, jednak jego entuzjazm szybko wyparował. Ania zawsze była dla niego dobra. Gdy tak rachował plusy i minusy, uśmiechnął się do siebie pod nosem. Wybaczyła mu nawet zdradę. Gdyby nie przyłapałaby go po raz drugi, byłoby między nimi zupełnie inaczej. A poza tym przyjęło się już, że to jego kobieta, a Malik po prostu się między nich wtrynił. Skoro to jego kobieta, to wypadałoby ją odzyskać…prawda?

            - W takim razie niedługo będzie po wszystkim.

            - Powinieneś często zaglądać do gazet, myślę, że niedługo zobaczysz to, co cię usatysfakcjonuje – podsunął Mark i uśmiechnął się przebiegle. W jego niewiarygodnie błękitnych oczach zapłonął jakiś przerażający błysk. – Dopiero później podzielimy się zyskiem – dodał rzeczowo.

            - W takim razie czekam na telefon. Tylko dyskretnie – Paul ściszył nieco głos. – A teraz przepraszam, ale obowiązki wzywają. Do zobaczenia. – Menadżer skinął im porozumiewawczo głową i udał się do wyjścia.

            Nie był pewien, czy robi dobrze, ale teraz nie było już czasu na wycofanie się. Wiedział, że chłopcy mogą mu potem za to wszystko tylko dziękować. Mimo wszystkiego co robił, miał na uwadze ich dobro. Skoro już w to wszedł, to musiał brnąć dalej. Zayn sam w końcu przekonałby się, że łączenie dwóch zupełnie przeciwnych sobie światów nie ma szans. Paparazzi i jego potencjalna ofiara? Przecież to nie ma racji bytu. Tak, sam by się o tym przekonał. Lepiej, że to się stanie wcześniej, a nie później. Po prostu oszczędzi mu nieuniknionego zawodu.

            Podjeżdżając pod dom, odpalił papierosa. Szary dym wypełnił mu płuca i od razu poczuł się bardziej odprężony, a spięte mięśnie rozluźniały się stopniowo. W skupieniu sięgnął do swojej teczki. Wyciągnął właściwą gazetę z zaznaczonym numerem strony i odetchnął głęboko, zatrzymując na niej przez chwilę wzrok. Znów zaciągnął się papierosem, czując jak nikotyna zaczyna krążyć po jego organizmie. Czas zacząć ostrą jazdę, pomyślał i ruszył do przodu. Podszedł do drzwi i zapukał w nie gwałtownie, oczekując aż któryś z chłopaków pofatyguje się, żeby mu otworzyć.

            - Jest Zayn? – zagrzmiał stanowczo, widząc Harryego.

            - Jest, wejdź – chłopak mruknął i udał się w głąb domu. – Rozdrażniony menadżer na trzeciej – szepnął do Malika, patrząc na niego sugestywnie. Zayn zdezorientowany popatrzył na Harryego. Co mogło się stać? Chyba nigdzie nie przyłapano ich z Anią?!

            - Powiedz mi lepiej, co to ma być. – Nim zdążył przeanalizować ich ostatnie wyjścia i zdjęcia na jakich ujęto go z Anią, usłyszał za sobą niski głos, a kolorowa gazeta wylądowała przed jego nosem.

            - Gazeta, Paul. Nie rozumiem czemu tak panikujesz. Może dlatego, że Paris Hilton przytyła dwa kilogramy? – Zaśmiał się nerwowo pod nosem, odwracając się w stronę mężczyzny.

            - Patrz uważniej, Zayn. – Spojrzał na swojego podopiecznego karcącym wzrokiem.

            Zayn z dezaprobatą zerknął ponownie na gazetę. Jego uwagę znów przykuła fotografia, a pod nią podpis. Fot. Anna Metz. Przełknął głośno ślinę. Czyżby o to chodziło?

            - Nadal utrzymujesz, że twoja dziewczyna jest barmanką, Zayn?

            W jego głowie od razu pojawił się moment, w którym wraz z Anią skłamali Paulowi co do prawdziwej profesji dziewczyny.

            - Paul, czy ty naprawdę uważasz, że to Ann? Przecież w Londynie jest pełno osób o nazwisku Metz! – Wypuścił ze świstem powietrze, nerwowo szukając wzrokiem Harryego.

            - A czy ty uważasz, że jestem aż tak głupi?! – nieoczekiwanie podniósł głos, stając naprzeciw Zayna. – Myślisz, że tego nie sprawdziłem?

            - Nie rozumiem, jakie to ma znaczenie – warknął Zayn. Dobrze wiedział, co znaczy słowo paparazzi. Nikt nie musiał mu tego tłumaczyć, jednak teraz nie miało to zupełnie znaczenia.

            - Takie, że ona cię wykiwa Zayn. Wykiwa was wszystkich. Nawet się nie zorientujecie kiedy, a będziecie się taplać w bagienku kłamstw na pierwszych stronach gazet. Myślisz, że oni nie mają swoich sposobów na takich jak ty?! To jest ich natura! Natura, Zayn! Oni to mają we krwi. Ona się zakręci koło ciebie, rozkocha w sobie, z resztą już to zrobiła, a później wykręci taki numer, że się nie pozbierasz. Później dostanie za to kasę i na tym skończy się wasza piękna miłość. Nie będzie zastanawiała się, co ty poczujesz, tylko ile za to wszystko dostanie! Właśnie takie ma to znaczenie!

            Uderzył pięścią w stół, przewracając szklankę z colą, która rozlała się, cieknąc po szklanym stole. Nie zwracając w ogóle uwagi na rozlany napój, spojrzał prosto w oczy Malika.

            - Wyjdź – syknął chłopak, mierząc go wzrokiem. Każdy mógłby tak zrobić, ale nie Ania. – I nigdy więcej nie poruszaj tego tematu.

            Zacisnął dłonie w pięści, oddychając w przyśpieszonym tempie. Gdyby jeszcze raz powiedział coś takiego o niej, nie ręczyłby za siebie.

            - Widzimy się jutro w studio, a ty pamiętaj, co ci powiedziałem. –Paul spojrzał znacząco na Zayna, a jego spięta twarz minimalnie się rozluźniła. Szybkim krokiem skierował się do drzwi, po czym wyszedł, gwałtownie trzaskając drzwiami.

            Zayn opadł ciężko na kanapę i uderzył zamaszyście w poduszkę. Zerknął przez palce na Harryego, nie chcąc słyszeć tego, co teraz powie. A nie mówił? No mówił! Sam mówił, że ona przyniesie mu kłopoty, a teraz jego stronę przejął jeszcze menadżer. Co to ma być?!

            - Jak widać ma takie poglądy jak ty – mruknął ironicznie, nie mogąc się powstrzymać przed wypowiedzeniem tego tonem ofiary.

            - Nie porównuj mnie z nim – prychnął Harry. Usiadł koło swojego przyjaciela, zerkając na jego zmęczoną twarz. Złość powoli ulatniała się z jego ciała, a krew zaczynała krążyć wolniej.

            - Ale Zayn, zastanów się nad tym. Wierzę, że Ania jest w porządku, ale i tak będę miał ją na oku, zawsze kiedy tylko nadarzy się taka możliwość.

            - Nie dobijaj mnie Harry.

            - Wiem, że ją kochasz…

            - Ale to nic nie zmienia, przecież wiem! Po prostu zaufajcie nam trochę!

            - Przecież ja już to zrobiłem. – Harry szturchnął go przyjacielsko. – Po prostu muszę czuwać nad swoim starszym i głupszym kolegą z zespołu. – Wyszczerzył się w uśmiechu, kiedy tamten zerknął na niego zabójczym wzrokiem. – Ale nie przejmuj się. Jeśli chodzi o głupotę, nie odstajesz od normy.



                                                                                     *



            Wdrapałam się na kolana Zayna, zaplatając ręce wkoło jego szyi. Przytknęłam czoło do jego policzka i uśmiechnęłam się szeroko, czując jak jego dłonie delikatnie smyrgają moje ciało. Po chwili musnęłam delikatnie jego policzek, zerkając na jego lekko przymknięte brązowe oczy. Mimo, że był rozluźniony, to wydawało mi się, że o czymś nie wiem. Jego twarz wydawała się być zmęczona, a oczy powolutku opadały.

            - Zayn. – Postanowiłam zaryzykować. – Czy coś się dzisiaj stało?

            Patrzyłam na niego, nie chcąc przegapić jego reakcji. Poruszył się niespokojnie i zerknął na mnie. Poczułam jak jego ręka wędruje na mój policzek i gładzi go delikatnie opuszkami palców.

            - Nic ważnego. – Uśmiechnął się uspokajająco i muszę przyznać, że ten jego wyraz twarzy naprawdę na mnie działał. Miałam ochotę po prostu wtulić się w jego ramiona i trwać tak jeszcze przez chwilę. Moja dociekliwość jednak nie dawała mi spokoju.

            - Możesz mi powiedzieć. – Spojrzałam na niego z małym grymasem malującym się na mojej twarzy.

            - To nic takiego – mruknął. Podniósł się nieznacznie, chcąc dosięgnąć moich ust. Ja jednak odwróciłam szybko głowę, przez co nie powiódł się jego misterny plan odwrócenia mojej uwagi.

            - Skoro to nic takiego, to mów! – Oparłam się rękoma po obu jego stronach i popatrzyłam na niego z cwanym uśmiechem. Zayn odgarnął mi włosy za ucho i westchnął ciężko.

            - Paul dowiedział się, że jesteś paparazzo. – Wzruszył ramionami.

            - Powiedziałeś mu!? – Spojrzałam na niego zdezorientowana. Wydawało mi się, że to jedna z tych ważniejszych tajemnic! Przecież on… będzie teraz przeciwko mnie! Jak to się stało, że ja w ogóle jeszcze żyję?

            - Nie, zobaczył podpis pod fotografią w gazecie, szybko skojarzył, że to ty. Ale chyba dobrze, że wreszcie dowiedział się, jak sytuacja stoi – stwierdził Zayn.

            - Był pewnie bardzo zły, co? – Przyłożyłam dłoń do głowy, czując jak zaczyna mnie pobolewać. Jak ja mam się teraz zachowywać w jego towarzystwie? Perfidnie go okłamałam, w dodatku teoretycznie powinnam polować na każdą plotkę związaną z zespołem, a będąc z Zaynem mam do tego szeroki dostęp. Co on sobie mógł o mnie pomyśleć?

            - Tak, ale to Paul, nie przejmuj się nim zbyt bardzo. Nie ma wpływu na to, z kim się spotykam. – Uśmiechnął się ponownie. Poczułam, jak jego palce wkradają się pod mój podbródek i obracają moją twarz w jego stronę. Spojrzałam w głębokie, brązowe oczy i poczułam się lepiej. Może nie będzie tak źle? Czy ja wiem… będzie bardzo źle!

            Gdy poczułam malinowe usta na swoich, przez chwilę zapomniałam o menadżerze i jego złości, bardziej zaś skupiłam się na innych przyjemnościach. W końcu oderwałam się od Zayna i usiadłam obok niego, opierając się wygodnie na kanapie i odrzucając głowę do tyłu.

            - Co my teraz z tym zrobimy? Przecież on mnie zje żywcem na śniadanie!

            - Nie wymiękaj, Ann. – Usłyszałam pewny głos Harryego i od razu przypomniałam sobie o jego obecności w tym domu. Spojrzałam w jego kierunku, widząc, jak uśmiecha się nieco ironicznie. Teraz jednak, w przeciwieństwie do początków mojego związku z Zaynem, w tej ironii widziałam nutkę przyjacielskości. Coś, czego na pewno nie dostrzegę u Paula.

            – On tylko dużo gada. Zayn ma rację, nie może kontrolować naszego życia prywatnego. W końcu przekona się, że jesteś gatunkiem oswojonego paparazzo. – Harry poruszył zabawnie brwiami, a ja wytknęłam mu język.

            - Bardzo śmieszne – mruknęłam, a po chwili zerknęłam na niego ukradkiem. Szybko złapałam poduszkę, która znajdowała się za moimi plecami i rzuciłam w niego. Co za pech! Zdążył się uchylić! Że też ma taki refleks. Jakim cudem on to zrobił?

            Gdy tak zastanawiałam się nad nadzwyczajną szybkością Stylesa, dostrzegłam jak z gniewem w oczach, zbliża się on w moją stronę. Wyciągnął wyprostowane ręce, a jego dłonie ułożone były tak, aby zakleszczyć się na mojej szyi. Uh… chyba za dużo wyobraźni, Ania!

            - Nie zbliżaj się! – krzyknęłam, tworząc z palców znak krzyża, a on zarechotał. Po chwili złapał poduszkę i oberwałam nią w głowę. – Zaaayn! Ratuj – pisnęłam, kiedy dostałam ponownie, tym razem w okolicę brzucha.

            - Harry, daj jej już spokój – odezwał się, jednak jego głos brzmiał tak, jakby usilnie próbował zachować powagę.

            - Jak możesz! – wrzasnęłam, przechwytując narzędzie moich tortur i oddałam mu z podwojoną siłą. Tylko, że to była niestety tylko poduszka i nie mogła dać mu prawdziwej nauczki.

            - Dobra, koniec. – Harry podniósł ręce w geście poddania.

            - No, i tak powinno być od samego początku. – Uśmiechnęłam się zadziornie. – Cieszę się, że wreszcie zmądrzałeś.

            W odpowiedzi usłyszałam tylko donośne prychnięcie. Zamiast jednak znów zostawić mnie i Zayna samych, chłopak usiadł po drugiej stronie sofy.

            - Harry. – Zayn spojrzał na niego wymownie, myśląc o tym samym co ja.

            - O nie! Dzisiaj wyjątkowo mi się nudzi. Nic nie robimy, nie mam weny na pisanie piosenek, nie mam gitarzysty, aby pisać muzykę – jest bardzo zajęty. Liama i Lou nie ma w domu, a Niall śpi. Co tu robić? Chyba jesteście na mnie skazani. – Założył ręce na klatce piersiowej i popatrzył na nas jakby to był koniec dyskusji. Nic się nie odezwaliśmy, będąc pod ostrzałem skupionego wzroku Harryego.. Styles nastawił telewizor, a ja wtuliłam się w ramię Zayna, czując jego delikatne pocałunki na włosach.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 23 - Szczyty można zdobywać tylko razem.



            - Zayn? – Spytałam, zaskoczona jego widokiem. Dzisiaj był ubrany w białą obcisłą koszulkę i ciemne, długie spodnie, jakby w ogóle nie przejmował się upałem wkraczającym na ulice. – Nie czytałeś tego, co napisałam? – Pamiętam, że zostawiłam mu karteczkę! Powinien wiedzieć, że musiałam wcześniej wyjść, żeby dowiedzieć się, jaki kolejny pomysł ma ciotka.

            - Czytałem – wyrzucił z siebie. Zobaczyłam, że nerwowo zaciska ręce i przygryza pełną wargę. Zerknęłam niepewnie na jego twarz. – Coś się stało?

            Wpuściłam go do środka, przesuwając się pod ścianę. Gdy tylko wszedł, zamknęłam drzwi.

            - Tak, stało się. – Usłyszałam, a moja dłoń zamarła w bezruchu. Odwróciłam się do niego z niepokojem. Co mogło się stać?! Wyszłam dopiero jakąś godzinę temu! Co w tym czasie mogło się stać?

            - Coś z Harrym? – Chciałam się jak najszybciej dowiedzieć, co spowodowało jego wizytę. Ten jednak nie odzywał się ani słowem. Patrzył na mnie, swoim czekoladowym spojrzeniem ogarniając całą moją sylwetkę. Podeszłam do niego, nie wiedząc, czego się spodziewać. Dotknęłam dłonią jego smukłego policzka i przejechałam delikatnie dłonią po jego skórze. Wspięłam się na palce, chcąc być bliżej.

            - Skarbie, co się dzieje?

            Jego lekko zmarszczone czoło świadczyło o tym, że bije się z myślami. Uśmiechnęłam się do niego łagodnie, mając nadzieję, że wreszcie opadnie z niego zdenerwowanie.

            - Czy ty… – zaczął, oddychając urywanie. – Nadal czujesz coś do Johna?

            Otworzyłam szerzej oczy. Nigdy nie wpadłabym na to, że chodzi o niego. Dlaczego ten facet zawsze musi się pojawiać w najmniej oczekiwanym momencie mojego życia?! Zawsze i wszędzie, gdzieś się za mną wlecze. Nie mogę go wymazać ze scenariusza, choćbym nawet bardzo się starała.

            - Dobrze wiesz, że zranił mnie i żałuję, że tak późno przejrzałam na oczy. – Pogładziłam go delikatnie, chcąc go uspokoić. Zayn westchnął ciężko, sięgając po moją dłoń. Zabrał ją ze swojej twarzy, patrząc na mnie swoimi smutnymi, zmęczonymi, brązowymi oczami, pod którymi malowały się ledwo widoczne cienie.

            - Ania, nie o to mi chodzi. Powiedz mi, czy nadal go kochasz. A jeśli jego kochasz, to co w takim razie czujesz do mnie? Co ja tu robię? Jestem tylko marnym pocieszeniem?

            Wyrzucił z siebie na jednym wydechu, a mnie zatkało.  Kompletnie nie wiedziałam, co powiedzieć, podczas kiedy on patrzył wyczekująco. Uchyliłam lekko usta, zerkając na niego z – jestem tego pewna – wystraszonym wyrazem twarzy. Bo przecież… jak mógł tak myśleć?! To prawda, ciężko było mi poukładać sobie uczucia do Johna. Wszyscy naokoło próbowali wmówić mi jakim jest łajdakiem, ja jednak zawsze go broniłam. Zawsze robiłam na przekór innym, nie pozwalając go obrażać i będąc z nim. Mimo, że przekonałam się, jaki potrafi być, nadal żywiłam do niego jakieś uczucie. Byłam pewna, że nie zawsze był tak odrzucający jak teraz. Nie mógł taki być. Myślę, że gdzieś w głębi czaił się dawny John. Ale czy to była miłość? Raczej nie…bardziej było to przywiązanie. Po takim czasie spędzonym razem, ciężko było nie czuć czegoś takiego.

            - Zayn… – szepnęłam. Było mi ciężko, patrzeć na jego smutny i niepewny wyraz twarzy. Dlaczego tak wątpił?! Dlatego, że nie potrafiłam sformułować swoich uczuć? Miałam nadzieję, że moje czyny mówiły więcej niż słowa.



            -Kocham go, kocham – wyrzuciłam to z siebie, żeby w końcu przestał wywiercać mi dziurę w plecach. – Ale chyba nie tobie powinnam to mówić. – Spojrzałam na niego przez ramię. Spłoszyłam się, kiedy okazało się, że stoi tuż za mną.

            -Masz rację, więc może powiedz to jemu?

            Odwróciłam się do niego i potrząsnęłam przecząco głową.



            - Rozumiem. – Przytaknął w końcu. Odsunął mnie gwałtownie od siebie, a zanim zdążyłam zaprotestować, udał się w kierunku drzwi. – Nie będę się więcej narzucał. Wracaj do niego, tylko jeśli znów cię uderzy, to nie ręczę za siebie – warknął, mierząc mnie wzrokiem.

            - Ale Zayn! – pisnęłam, a on nawet na mnie nie spojrzał. Stał odwrócony w stronę drzwi, jakby zastanawiając się czy wyjść teraz, czy posłuchać jeszcze, co chciałam powiedzieć, ale potem… już nigdy i tak nie wrócić.

            - Nie dałeś mi nawet dojść do słowa!– powiedziałam już ciszej, choć zabrzmiało to jak krzyk, przywołujący go do porządku. Podeszłam do niego, łapiąc jego dłoń. Drugą ręką przesunęłam po barku i plecach, ten jednak szybko odepchnął mnie od siebie. Popatrzyłam na niego ze łzami w oczach. Nie wiedziałam, co chcę powiedzieć, a właściwie to nie wiedziałam, czy chcę mówić to, co znajdowało się na końcu mojego języka.

            - Nie odpychaj mnie – mruknęłam jeszcze z wyrzutem, powstrzymując łzy przed wypłynięciem z moich oczu. – Zayn, jeśli chodzi o Johna… nie wiem, co do niego czuję. Czasem ciężko jest zapomnieć o wspólnej przeszłości, jednak wiem, że to na pewno nie było to. To… to ciebie kocham. Nie wiem, czemu wymyśliłeś sobie, że jest inaczej. Nie chcę cię stracić, a ty nagle przychodzisz do mnie i mówisz mi takie rzeczy. – Po moim policzku spłynęła łza, a za nią następna. Kiedy pomyślałam, że mógłby mnie teraz zostawić, a w moim sercu znów pojawiłaby się dziura…

            Odwrócił się do mnie. Poczułam jak jego dłonie lądują na mojej talii, gdy przyciągnął mnie do siebie gwałtownie. Jego usta dotknęły mojego policzka, wodząc po mokrym śladzie. Z wyrzutem spojrzałam na niego spod mokrych rzęs. Chciałam, żeby się tłumaczył, dlaczego napędził mi takiego stracha. Przecież to nie jest temat na moją słabą psychikę! Nie chcę myśleć, że chce mnie zostawić.

            - Nie płacz – szepnął, kiedy popłynęły kolejne łzy.

            - To nie rób mi tak więcej –mruknęłam, wtulając się w niego. Kiedy tylko poczułam jego perfumy i uspokajające ciepło, uśmiechnęłam się lekko. Tak bardzo, bardzo go kochałam!

            - Nie będę. Musiałem po prostu wiedzieć – powiedział, a po chwili poczułam jego usta na czubku własnej głowy. Zrobiło mi się cieplej w sercu. Nie chciałam wypuszczać go ze swoich ramion tak długo, jak będzie to możliwe.

            - Dobrze, że już wiesz – szepnęłam i cofnęłam się trochę do tyłu. Kiedy zrozumiał, że chcę się przemieścić, odsunął mnie odrobinę od siebie. Przeszliśmy do mojego małego saloniku, gdzie Zayn usiadł na wygodnej kanapie, a ja szybko wdrapałam się na jego kolana.

            - Nie chcesz więcej widzieć Johna, prawda?

            - Nie chcę – przytaknęłam i musnęłam lekko jego słodkie wargi.

            - W takim razie już więcej go nie zobaczymy. – Spojrzałam na niego zaintrygowana. Niby jak chciał nam to zagwarantować? John to pasożyt, jak się przyczepi, to ciężko się go pozbyć.

            - Nie zobaczymy go. Już dawno go nie widziałam! – Uśmiechnęłam się, odgarniając włosy opadające mi na twarz.

            - Harry powiedział mi o tym, że zaczepiał cię po pokazie mody – wyznał, a ja zesztywniałam. Myślałam, że to zostało między nami. – Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?

            - Jego już nie ma, zapomniałeś? – Uśmiechnęłam się słodko, chcąc odwrócić jego uwagę od nieprzyjemnych tematów.

            - Nie pozwolę, żeby się do ciebie zbliżał. – Szczupłą dłonią przejechał po moim udzie. Przyciągnął mnie do siebie, wargami lądując na moich ustach.

            - Tak, tak. – Roześmiałam się, spoglądając na niego z politowaniem. Przecież ja nie zamierzam się z nim zadawać! Tylko czasem go spotykam, przecież to normalne. Moje mokre oczy wciąż przypominały mi o tym, jak gwałtownie zareagowałam na możliwość straty Zayna. Odrzucając te myśli, pogłębiłam pocałunek, który rozpoczął. Wplotłam palce pomiędzy jego włosy, gładząc go delikatnie po skórze. Zakleszczyłam się mocniej w jego uścisku. Patrząc w jego iskrzące się oczy, wiedziałam, że znajduję się we właściwym miejscu. Miałam nadzieję, że tym razem się nie mylę.

            - Kocham cię – usłyszałam, a po moim sercu ponownie rozlało się kojące ciepło.



                                                                            *



            Siedział w studiu, wpatrzony w Paula. Zayn go wystawił! Pojechał znów do Ani, podczas gdy powinni zająć się pracą! Jeżeli tak dalej pójdzie, prace nad albumem przeciągną się o wiele dłużej niż myśleli. A cała nagonka na jego kumpla, spadała na niego. To tak, jakby on był winien, że Zayn się zakochał. Właściwie to całkowicie zazdrościł mu tego. Też chciałby znaleźć osobę tylko dla siebie. Bardzo tego pragnął i czuł, że niedługo eksploduje z niemocy. Nie miał nikogo już od kilku lat. Sława odebrała mu ten element życia i choć bardzo chciał, nie potrafił tego zmienić. Po prostu mu to nie wychodziło.

            Z goryczą przypomniał sobie ostatni związek, w jakim się znajdował. Był z dziewczyną dobry rok. Co im jednak po tym roku, gdy nagle oboje uświadomili sobie, że to nie jest to, czego szukali? Caroline, bo tak miała na imię, wzięła go na długą pogawędkę na temat ich związku. Nie kłócili się, nie wyzywali. Spokojnie doszli do wniosku, że czas się rozstać. Nie pasowali już do siebie, oboje się zmienili i potrafili się do tego przyznać. Od dłuższego czasu między nimi nie układało się najlepiej, ona nie przepadała za jego znajomymi, a jej koleżanki wprost go irytowały. Nie pozostało im nic innego, jak tylko wzruszyć ramionami, uśmiechnąć się na pożegnanie i pójść w swoją stronę. Tak właśnie zrobili i od tamtej pory ciąży nad nim klątwa.

             Jak długo może być sam? Czemu innym zawsze się poszczęści? Był samolubny i egoistyczny, dobrze o tym wiedział, ale chciał znaleźć osobę która to zaakceptuje, a być może trochę utemperuje jego charakter. Zazdrościł Zaynowi, że choć nigdy by sobie tego nie życzył, znalazł miłość. Zazdrościł mu, że pomimo jego chęci dominacji i posiadania kontroli nad każdym elementem dotyczącym ich związku, Ania wydawała się w pełni go akceptować. Była z nim zawsze, gdy tego potrzebował. Jednego Zaynowi nie zazdrościł – tego, że Ania była paparazzo. Nie mógłby być z kimś kto na każdym kroku mógłby na czyhać na jego potknięcie. Chociaż… może i jest w tym odrobina adrenaliny? Może to jest w tym wszystkim pociągające? Nuta tajemniczości i niewiedzy?

            Gdy znów spojrzał na skupionego Paula, westchnął przeciągle. Miał właśnie nagrać pierwszą część nowo stworzonej piosenki. Robili kilka wariantów, dopiero później producent miał zadecydować, który tak właściwie jest najlepszy. Patrząc przez szybkę, przymrużył lekko oczy. Przydałaby mu się dłuższa przerwa, żeby dać odpocząć gardłu. Zanim menadżer przygotował się do kolejnego nagrania, Harry sięgnął po butelkę wody i napił się z niej łapczywie.

            - Czy nie moglibyśmy zrobić przerwy?– spytał do mikrofonu, na co Paul podniósł szybko głowę. Jego brwi ściągnęły się w zamyśleniu. Po chwili chrząknął i znów zwrócił się ku Harryemu.

            - Zróbmy dwie godziny przerwy. Może do tego czasu odnajdzie się Zayn – zawyrokował, na co Styles kiwną szybko  głową i wyszedł z sali nagrań. Szybkim krokiem udał się w stronę pokoju, w którym często przesiadywali. Minął czarną rogową sofę i szklany stolik. Swoje kroki skierował w stronę dębowych, solidnych drzwi. Gdy tylko wydostał się na mały korytarz i klatkę schodową, wyciągnął komórkę i wybrał numer do Zayna. Wszystko jednak na nic, gdyż jego telefon nie odpowiadał. Przeklął cicho pod nosem.

            Niewiele myśląc wyszedł na zewnątrz, na nos zakładając okulary przeciwsłoneczne, które przewieszone miał przez koszulkę. Włosy, które dzisiaj rano związał w małą kitkę nie rzucały się w oczy, a codzienny strój nie odbiegał specjalnie od normy. Miał zamiar pozostać nierozpoznanym. Szybko wsiadł do samochodu i odpalił go. Właściwie nie potrafił określić, jak to się stało, że po dziesięciu minutach był już pod skromną mała kawiarnią. Wyłączył silnik, zastanawiając się nad tym fenomenem. Nawet nie wiedział kiedy, Kate pojawiła się w jego głowie, a słowa Ani, że powinien ją poznać, skutecznie go tu przyciągnęły. Uderzył się otwartą dłonią w czoło, nie wiedząc, co chce tym osiągnąć.

            Po chwili był już w środku. Schylił się lekko, aby dzwoneczki wiszące nad drzwiami, nie zaczepiły jego głowy. Od razu usłyszał ich radosny dźwięk, obwieszczający kolejnego gościa, który pojawił się wewnątrz kawiarni. Omiótł wzrokiem skromne wnętrze. Pod ścianami, oknami i na środku ustawione były proste stoliki z krzesełkami. Tuż przy zapleczu znajdowało się coś na kształt baru, przy którym stały wysokie stołki. Ruszył w tamtą stronę, nie chcąc zwracać na siebie zbyt dużej uwagi. Zanim ludzie zaczęli przypatrywać mu się z uwagą, usiadł przy podłużnym blacie, obserwując pułki ze szklankami, talerzykami i innymi gadżetami. Po chwili jego uwaga skupiła się na ciemnowłosej dziewczynie, która krzątała się w pobliżu. W jej dłoniach tkwiła mała ściereczka, którą uprzątała okruszki, rozsypane po blacie. Szybko jednak jej wzrok wylądował na nim, a on uśmiechnął się do niej lekko.

            Wciąż wyposażony w okulary, jego wzrok przesunął się po jej firmowym fartuszku. Na piersi wisiała plakietka, a na niej jej imię i nazwisko pracownicy.  Kate Gesner, mruknął w myślach i uśmiechnął się szerzej na to spostrzeżenie. Znalazł ją bez żadnego problemu, choć początkowo wcale tego nie planował. Nie miał pojęcia, co pchnęło go kutemu miejscu. Wciąż zerkając na przyjaciółkę Ani, uniósł okulary i spojrzał na nią w świetle dziennym. Jej włosy były niemal czarne, jednak idealnie pasowały do jej rysów i lekko opalonej skóry. Wciąż trzymając w rękach szmatkę i niepewnie się rozglądając, podeszła do niego powoli.

            - Harry Styles. – Mimowolnie się uśmiechnęła, na co jego serce zabiło szybciej. – Co podać?

            - Poproszę jedno latte – rzucił pierwsze, co przyszło mu na myśl. Po chwili oblizał lekko wargę i zerknął na nią swoim ciemnym spojrzeniem, chcąc nawiązać z nią kontakt wzrokowy.

            - Już się robi. – Nawet na niego nie spojrzała. Zamiast tego stanęła przy ekspresie, rozpoczynając parzenie kawy, której zapach dotarł do jego nozdrzy.

            - Ania opowiadała o tobie –rzucił, chcąc zagaić rozmowę.

            - Mam nadzieję, że tylko w superlatywach.

            - No jasne. – Rozbrajająco uśmiechnął się w jej stronę, na co ona parsknęła śmiechem i pokiwała powątpiewająco głową, nie odzywając się już ani słowem. Była zdziwiona tym, że pojawił się w tej kawiarni. Była ciekawa, co Ania naopowiadała mu o niej, że nagle się tu zjawił i nieudolnie starał się ją poderwać.

            - Twoja kawa. – Mając lekko rozbawione spojrzenie, postawiła napój tuż przed Harrym. Nim zdążył umoczyć usta w kuszącym napoju, zerknął przez szybę i wybałuszył oczy ze zdumienia. Wokół jego samochodu, najnowszego audi, zebrał się mały tłumek nastolatek. Jeszcze nie zdążyły zauważyć, że jego właściciel siedzi w środku, w kawiarni. Były nadzwyczaj zainteresowane białym wozem, który robił niesamowite wrażenie. Z hukiem odstawił szklankę na blat.

            - Co do cholery? – warknął podnosem, czym zwrócił uwagę Kate.

            - Chyba pojawiły się twoje fanki. –Kate spojrzała na niego z cwanym uśmieszkiem, unosząc jedną brew do góry. Jedną rękę założyła na biodro, patrząc na niego z wyczekiwaniem. Harry zaś zaczął rozglądać się dookoła. Przez chwilę zaczął się zastanawiać, czy gorzej byłoby gdyby znaleźli go paparazzi, czy napalone fanki. Nie chciał wybierać!

            - Chodź tutaj. – Wywróciła młynek oczami i z litości uniosła fragment blatu do góry, wpuszczając go za ladę. Po chwili poczuł jak złapała go za rękę i mocno pociągnęła za sobą na zaplecze.Wcale nie chciała zajmować się Stylesem. Nie miała jednak wyjścia, nie mogłaby zostawić go na pastwę losu, zwłaszcza, że to przyjaciel Zayna, a Zayna jak najbardziej lubiła. Był fajnym facetem dla Ani, jednocześnie miał poczucie humoru, co najważniejsze jednak przyłożył Johnowi!

            Przekroczyła próg i już otworzyła usta, żeby powiedzieć mu, aby uważał. Próg był wysoki i łatwo było się o niego potknąć. Nie zdążyła jednak tego zrobić, gdyż poczuła mocne uderzenie i szczupłe ciało, które ledwo utrzymywało równowagę. Przylgnęła plecami do ściany i wyciągnęła ręce, chcąc jakoś przytrzymać chłopaka, ratując go przed upadkiem. Prawie jej się to udało, kiedy on przywarł do niej bliżej, a jej oczy znalazły się na wprost jego zaciśniętej z wysiłku szczęki. Oparł się dłońmi tuż koło jej ciała, a ona zdrętwiała.

            - Ciasno się zrobiło. – Zachichotał pod nosem, a ona prychnęła, widząc, jak jego uwodzicielski wzrok sunie po jej twarzy i zatrzymuje się na ustach.

            - Czy ty próbujesz ze mną flirtować?– spytała, zaskakując go swoją bezpośredniością.

            - Mimowolnie. – Słyszała jak przełknął głośno ślinę. Zaalarmowana jego słowami, odepchnęła go od siebie szybko. To nie było takie trudne, był niezwykle szczupły.

            - Mam chłopaka – ucięła jego zapędy najlepszym z możliwych sposobów i znów pokręciła wymownie głową. Ten chłopak był niesamowity. Dopiero co ją poznał, a już zachowywał się w taki sposób! Mimo wszystko widziała w nim trochę Zayna i uśmiechnęła się do niego przepraszająco, po czym wskazała mu drzwi. – Ja je zawołam, a ty wyjdziesz tymi drzwiami –powiedziała jeszcze, mając na myśli jego fanki, czekające przy samochodzie.





                                                                      *



            Zamierzał wziąć sprawy we własne ręce. Chciał być zapobiegliwy. Chciał, aby wszystko działo się tak jak powinno – po jego myśli. Skoro nic nie pomagało, widział jeszcze jedno rozwiązanie i zamierzał je wprowadzić w życie. Był gotów zapłacić wysoką cenę, żeby ten typ wreszcie zostawił jego dziewczynę w spokoju. Miał dość jego natręctwa i nagabywania. Musiało się to skończyć raz na zawsze. Lubił dominować, nie znosił, gdy ktoś wchodził na jego teren. Nie mógłby też znieść goryczy porażki. Przypomniał sobie, jak słodko tuliła się w jego ramionach. Czuł się odpowiedzialny za to, żeby wreszcie to wszystko się skończyło i żeby ona miała święty spokój. On sam, też chciał mieć go już z głowy. Chciał się nią cieszyć tylko i wyłącznie samemu. Nie podobało mu się, że jakiś śmieć zakłócał cały porządek.

            Zahamował gwałtownie przed jedną z kilkukondygnacyjnych kamienic. Zapamiętał, jak Ania kiedyś wspomniała o niej w swojej opowieści o zdradzie. Dobrze się składało, bo teraz informacja o jego pobycie bardzo mu się przyda, a ona nie musi o niczym wiedzieć. Zerknął z grymasem na twarzy na odpadający tynk i śmieci walające się na chodniku przy budynku. Wiedział, że mógł zabrać kogoś ze sobą, nawet Harryego, jednak chciał załatwić to sam. Jak mężczyzna z mężczyzną! Nieufnie skierował się w kierunku bramy. Przeszedł wolnym krokiem w stronę podwórka, które jak się złożyło, nie było zablokowane żadnym domofonem. Rozejrzał się po oknach budynków, zastanawiając się, gdzie mieszka John. Podszedł do pierwszej z brzegu klatki i wystawił wskazujący palec. Pod który numer zadzwonić? Trzynaście! Być może ten przyniesie mu szczęście.

            - Słucham? – Usłyszał zaraz po tym, gdy wcisnął przycisk. Był to damski głos, więc odezwał się uprzejmie:

            - Dzień dobry, szukam Johna Browna, mogłaby mi pani powiedzieć pod jakim numerem mieszka?

            Zastukał zniecierpliwiony w kawałek blachy, kiedy ona na głos liczyła numery i wymieniała sąsiadów, którzy zamieszkiwali ten budynek. Ta trzynastka to jednak nie był dobry pomysł.

            - Już wiem. To będzie następna klatka, numer dwadzieścia siedem. Tak mi się zdaje.

            Natychmiastowo podziękował, w duchu dziękując za ludzi, którzy znają całą okolicę z nazwiska i numeru mieszkania. Ruszył dalej. Gdy tylko doszedł do wybranych drzwi, zorientował się, że są otwarte. Wspiął się więc po wąskich i wysokich schodach, zerkając co chwila przez stare, niezbadane okna. Kto by pomyślał, że w słynnym Londynie i takie miejsca się znajdują? To było jednak normalne. Z jednej strony bogate dzielnice, zabytki warte obejrzenia, a z drugiej zwykłe szare kamienice, w których mieszkali tacy sami ludzie.

            Stanął przed numerem dwadzieścia siedem. Odsapnął chwilę i czując jak jego mięśnie stopniowo spinają się, zapukał. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął trochę niższy od niego chłopak o brązowych, lekko kręconych włosach i piwnych oczach. Wyraz niedowierzania na jego pociągłej twarzy, mieszał się z całkowitą wściekłością.

            - No proszę. Któż to mnie zaszczycił wizytą? – rzucił zgryźliwie. – Co cię tu przysyła? – Ciało Johna spięło się ledwo zauważalnie, ujawniając jego zdenerwowanie.    

            - Interesy. – Zayn spojrzał na niego, unosząc głowę i powstrzymując się przed rzuceniem w jego kierunku kilku niemiłych słów. Spokój, nakazał sobie. Nie mógł teraz wybuchnąć. Nie było mu to potrzebne, kiedy mógł z niego czytać jak z książki. Jego rysy zmieniały się stopniowo, a on odczytywał uczucia, które walczyły na powierzchni jego twarzy.

            - Wejdź – syknął w końcu, odsuwając się z przejścia.

            Obserwował, jak chłopak luźnym krokiem porusza się do przodu. Zacisnął mocniej zęby, a jego dłoń zakleszczyła się na drzwiach. Był ciekawy, czego chce tym razem. Już porządnie zalazł mu za skórę i jeśli nie ma na myśli czegoś ciekawego, od razu wypchnie go za drzwi. Zaraz udał się za nim, zerkając pogardliwie na gwiazdę.

            - O co chodzi?

            - Ile chcesz, żeby wreszcie zniknąć z życia Ani?

            - Trzeba było tak od razu. – Zwilżył wargi i zerknął na niego zaciekawiony i lekko rozbawiony.

            - Mów. Dostajesz raz i więcej cię przy niej nie widzę – warknął.

            - Jaką masz gwarancję, że dotrzymam słowa? – prychnął rozjuszony, jednak w głowie już teraz układał mu się plan działania, który bardzo mu się spodobał. Ach… gdyby Malik wiedział.

            - Nie mam żadnej. Mam nadzieję, że zapchasz się pieniędzmi – wyznał, wyciągając portfel. Szybko zauważył, jak John utkwił w nim swój chciwy wzrok. – Ile? Tylko nie przeholuj, bo zaraz stąd wyjdę – zastrzegł, szukając papierka, na którym zapisze czek.

            - Dwadzieścia tysięcy. – Niemalże słyszał, jak głośno brunet przełknął ślinę, a zwoje w jego mózgu pracują intensywnie.

            - Prosisz i masz. – Szybko zarysował swój podpis i zamachał mu świstkiem przed twarzą. – Więcej nie będzie takiej okazji, więc nawet nie próbuj się do niej zbliżyć – dodał, wpychając mu czek w dłonie. Stanął na wprost niego i popatrzył w jego oczy.

            - Myślę, że się dogadaliśmy. – Brown uśmiechnął się lubieżnie, pod palcami wyczuwając sumę dwudziestu tysięcy funtów.

            - Pilnuj się – warknął wokalista, spoglądając na niego z pogardą. – Następnym razem nie będę tak miły – przypomniał, po czym wyminął go i szybkim krokiem wyszedł z mieszkania. Trzasnął za sobą drzwiami i zbiegł po stopniach, wychodząc na podwórko. Jeszcze raz zmierzył wzrokiem stare kamienice, ciesząc się, że już może opuścić to miejsce. Nigdy nie zamierzał tutaj wracać. Nigdy, bo przecież teraz Brown odczepi się od niej raz na zawsze. Nie miał wyjścia, musiał to zrobić.

            Sięgnął okulary słoneczne, które przewieszone miał na krawędzi koszulki i założył je na nos. Na szczęście nikt nie wpadłby na to, że jest teraz tutaj, załatwiając nie do końca czyste interesy. Żaden, z zazwyczaj bardzo domyślnych paparazzi, nie krył się za rogiem, bo musiałby się później grubo tłumaczyć, co robił w tym miejscu. Wsiadł do samochodu, odpalając go. Uruchomił szybko klimatyzację, ciesząc się chłodnym powietrzem owiewającym jego spocone ciało. Zerknął na komórkę, którą ostatnio nosił ciągle wyciszoną. Zauważył jedno nieodebrane połączenie od Harryego. Szybko zadzwonił do niego. Nie zdążył wysłuchać nawet dwóch sygnałów, gdy po drugiej stronie odezwał się jego przyjaciel.

            - Gdzie jesteś?

            - W samochodzie – odpowiedział zgodnie z prawdą.

            - To wracaj do studia! Potrzebuję cię! – Usłyszał podekscytowany głos Stylesa.

            - Zaraz będę – mruknął w odpowiedzi. Rozłączył się, nie czekając na pożegnanie i swobodnie zmienił bieg, przyśpieszając. Gdy tylko dojechał pod studio, czym prędzej udał się do środka. Gdy tylko wszedł, wiedział, że będzie miał ochrzan od menadżera. Paul na pewno nie szybko wybaczy mu tak duże spóźnienie. Znów zacznie opowiadać o tym, że powinien być odpowiedzialny i obowiązkowy, że płyta jest teraz najważniejsza i nie mogą pozwolić sobie na odpoczynek.

            - Harry? – mruknął, oczekując jakiejś odpowiedzi.

            - Jesteś! Wreszcie. Powiedz lepiej, czy Ania nie jest na mnie zła.

            Styles wyskoczył znikąd. Mimo że na jego twarzy malował się uśmiech i ciekawość, wydawało mu się, że coś jest z nim nie tak. Jego oczy, mimo zadowolenia widocznego na twarzy, pozostawały smutne i przygaszone. Malik spojrzał na niego ciekawsko i uśmiechnął się diabelsko.

            - Nie mów mi, że interesuje cię to, czy jest na ciebie zła.

            - Oczywiście, ze tak – powiedział oburzony. – Dlaczego niby nie?

            - Bo… nieważne. – Zayn machną ręką, nie chcąc dłużej ciągnąc tego tematu. Uśmiechnął się do siebie, widząc, że Harry również poddał się jej urokowi. – Myślę, że nie jest na ciebie zła. Już sobie wszystko wyjaśniliśmy – wyznał. Usłyszał przeciągły gwizd Harryego  i uśmiechnął się szeroko. – A przed chwilą pozbyłem się też tego pasożyta.

            Powiedział to, mając na myśli pieniądze, które wylądowały w kieszeni Johna. Widząc pytający i zmartwiony wzrok Harryego, nie był już pewny, czy chce się z nim podzielić tym wydarzeniem. Dobrze wiedział, jaka będzie reakcja przyjaciela.

            Nie pomylił się.